cytat miesiąca (październik 2017)

października 23, 2017

 
Ludzie spieszą się w pracy, dlatego niedbale ją wykonują; spieszą się w używaniu życia, dlatego jego smaku nie odczuwają; spieszą się w odpoczynku, dlatego nie mogą wypocząć. 

Antoni Kępiński


Nie było mnie tu miesiąc - zdarzały się i dłuższe przerwy, ale ponieważ blogowaniem zajmuję się ostatnio niemal non stop (uwagę poświęcając temu drugiemu, czy - patrząc chronologicznie - pierwszemu), czuję się nieswojo w tymi tygodniami milczenia tutaj. Zwłaszcza że materiału nie brakuje.

Dlatego też dzisiejszy cytat - spóźniony, i to bardzo - traktuje o czasie. Konkretnie: o pośpiechu.

W październiku jesień - ta "pluchata", mokra, zimna, którą przygnał nam wrzesień i która była mi wówczas nieprzyjazna - stała się bardziej "moja" - oswojona. Mniej przeszkadzał deszcz, a zapach świata po nim... magia jakaś. Miłe wspomnienia, choć może nie do końca ekologiczne: zapach Śląska opalanego węglem, miasta przygotowującego się do Zimy. Szale owijające szyje przestały tak bardzo gryźć: stały się synonimem otulenia - miękkości, ciepła, zatopienia się w materiale tekstylnym. Bukiety złotych liści w prezencie od syna, poszukiwanie mini wersji do domku dla lalek... Spacery - kiedy już chłodniej, ale serducho jakby bardziej gorące. I te mgliste poranki - kiedy świat otula spieniona jak do kawy śmietanka mlecznych obłoków... 

Na początku miesiąca byłam w Łodzi na weekend, gdzie w ramach Łódź Design Festival obejrzałam m.in. wystawę z muzeum designu w Londynie poświęconą starości - że nasze społeczeństwo starzeje się, przybywa ludzi w podeszłym wieku, a niekoniecznie dobrze radzimy sobie z istnieniem akurat tej grupy - z szacunkiem dla niej, rozwiązaniami socjalnymi czy innymi. Pouczające.

I tak mijały dni, mąż zaczął mnie przytulać po przebudzeniu, dzięki czemu z większymi pokładami radości i energii zajmowałam się domem i dziećmi. Dni mijały - a ja starałam się częściej wyłączać komputer, kiedy dzieci nie spały i być z nimi - albo chociażby obok, ale żeby widziały, że mama nie spędza czasu przed ekranem komputera czy telefonu - że domowa tkanka to nie tylko (czy przede wszystkim) sprzęty podłączone do prądu. Że to ludzie - czasem robiący coś razem, kochający się, czasem czytający w samotności książkę, bo... też to lubią.

Kiedy odpoczywałam, nie spieszyłam się. Znalazłam nawet czas, żeby spokojnie poczytać książkę. I drugą.
Kiedy używałam życia, starałam się skupić na "tu i teraz" - czy to na przytulaniu córy, czy na tworzeniu gęstej piany w jej wanience, czy na mierzwieniu włosów mojego synka, czy na wdychaniu atmosfery jesieni w trakcie powrotów z przedszkola. Starałam się wyciskać z każdej chwili to, co najlepsze - skupić się na NIEJ, a nie na tym, co będzie za chwilę albo było przed momentem. Nie rozpamiętywać. Cieszyć się życiem.

Na pracy też się skupiałam (i wychodzi całkiem nieźle). Ale starałam się też, żeby dzień nie był nią przeładowany, żeby nie męczyła, a żeby możliwie najczęściej była z niej radość.

I pewnie dlatego minął mi ten miesiąc tak szybko. 
Żyłam. Po prostu.


fot. by: Kaboompicks

You Might Also Like

2 komentarze

#cherrywoodstories na Instagramie

copyrights | prawa autorskie


Wszystkie zdjęcia na blogu - chyba że zaznaczyłam inaczej - są mojego autorstwa. Kopiowanie ich i/lub rozpowszechnianie bez mojej zgody i/lub podania źródła jest łamaniem praw autorskich.
NIE zgadzam się na kopiowanie i wykorzystywanie zdjęć moich dzieci bez mojej pisemnej zgody.