sobota, 6 maja 2017

cytat miesiąca (maj 2017)

Decyzja o posiadaniu dzieci przypomina decyzję o zrobieniu tatuażu… na twarzy. Lepiej być pewnym!

Elizabeth Gilber, Jedz, módl się, kochaj


Dzisiejszy cytat może niektórych zdziwić. Zwykle bowiem przyjmuje się za oczywistość fakt, że decyzja o dziecku jest raczej... przemyślana. Jeśli nie mówimy o żadnej patologii, oddawaniu się przyjemności w chwilach upojenia alkoholowego czy innych sytuacjach tego typu, wydaje się, że wszystko jest proste. A nie jest. Jak z każdą kwestią, która wydaje się oczywista - jest tak oczywista, że się o niej nie myśli za wiele, że można ją łatwo zignorować.

Spotkałam w życiu kilka kobiet, które zawsze chciały być mamami. Czekały na to, cieszyły się, wyobrażały sobie wspaniałe chwile z brzdącem na rękach. Problemy zaczął się wtedy, kiedy ten brzdąc rzeczywiście się w tych rękach znalazł. I zaczął krzyczeć. Potem - jak już z rąk zszedł (bo podrósł) - tupać. Miewać humory, zachcianki. Gorsze dni, nastroje. Kiedy "urocze" momenty rodzicielstwa w żadnej mierze nie przypominały sielanki z reklam - kiedy rzeczywistość niewyspania, zmęczenia, wiecznego odrywania się od swoich zajęć, bo "dziecko wzywa" (człowiek hamuje się czasem, żeby nie napisać "pan wzywa") uderza z pełną mocą. Okazuje się nagle, że brakuje cierpliwości, że człowiek chciałby uciec z własnego domu - tak wyjść i móc nie wrócić. (Bo wiadomo, że wcześniej czy później by wrócił, ale sama świadomość, że nie trzeba... Och, jak wyzwalająca!)

Słyszałam od tych mam różne słowa. Widziałam je krzyczące na dzieci, czasem wypowiadały straszne słowa. Chciały je, czekały na nie - ale macierzyństwo okazało się trudniejsze, niż zakładały. Nie, to nie ich wina, choć może trochę... Ja do rodzicielstwa nie byłam przekonana - bałam się... Ale dzięki temu - wspomnianemu nieprzygotowaniu - dużo czytałam, chciałam się poduczyć... Nie, nie jestem lepsza od tamtych mam - ja też popełniam błędy, krzyczę na maluchy, czasem samej siebie jako mamy nie lubię. Ale wydaje mi się, że moje podejście było lepsze - zamiast oczekiwania na radosne uniesienia, cmokania na widok wszystkich maluszków, marszczyłam brwi i zastanawiałam się, jak to będzie. Nie wyczekiwałam, spocząwszy na laurach - że wystarczy zapłodnienie,a  potem dzieje się już tylko magia. Wiedziałam, że będzie ciężko i szukałam takich głosów - autentycznych, prawdziwych, opowiadających mi o trudach rodzicielstwa - nie po to, by mnie zniechęcić czy dobić, ale bym mogła się na nie przygotować, bym mogła wyrobić sobie pełny obraz tego, co mnie z grubsza czeka. Dzięki temu nie zdziwiło mnie nocne wstawanie, kolki, "bunt dwulatka" czy inne etapy. Jasne, czara goryczy się przelewała, cierpliwość uszczuplała, człowiek padał wieczorem na pysk i miał wszystkiego dość, ale przynajmniej nie mogłam powiedzieć, że to nie tak miało być, że nie tego się spodziewałam...

Największy błąd, jaki mogą zrobić przyszli rodzice, to z góry założyć, że będzie fajnie. TYLKO fajnie. Że cud-miód-malina. Że życie jak z bajki. Że kruszynka najsłodsza. Jasne, pozytywne myślenie buduje i dobrze je sobie programować - dzień jest bardziej znośny, gdy podchodzimy do niego z uśmiechem, ale zakładanie różowych okularów czy nadmuchiwanie różowej gumy balonowej (co przesłania świat na różowo), może skutkować wkręceniem się jej we włosy - bólem rozczesywania albo koniecznością skrócenia fryzury.

2 komentarze:

  1. Ja właśnie byłam taka "mamusia", czytałam i owszem...Ale nic mnie nie przygotowało prawidłowo do ciąży, porodu i macierzyństwa 😔

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nic nie jest w stanie nas na to przygotować... Musimy nabyć wiedzę, doświadczenie, umiejętności w trakcie - nie wiem, czy da się inaczej... Ktoś fajnie napisał, że "Problem z byciem rodzicem jest taki, że gdy wreszcie nabierzesz doświadczenia, to zostajesz zwolniony." Sporo w tym racji ;)

      Usuń