środa, 5 kwietnia 2017

cytat miesiąca (kwiecień 2017)

Musi być przyzwolenie na to, że jesteś z dzieckiem. Dziecko jest pełnoprawnym obywatelem, tylko małym i wymagającym przewijaka. Korespondowałam ostatnio z Leszkiem Talko. Spytał, czy zastanawiałam się kiedyś, dlaczego Polacy tak garną się do Ikei. Nie zastanawiałam się. Zakładałam, że to jakaś miłość do mebli i dywaników. A on przytomnie zauważył, że to po prostu jedno z niewielu miejsc, gdzie dzieci są mile widziane. W Polsce dzieci są hołubione symbolicznie i całkowicie ignorowane na płaszczyźnie realnej. I nie tylko chodzi o to, że za mało jest miejsc, w których dziecko możesz zostawić. Przestrzeń publiczna powinna być otwarta na dzieci, przyjazna dla nich. A nie jest. Mamy gigantyczne krawężniki, przejścia podziemne bez podjazdów, wyłącznie ostre potrawy w restauracjach, brak małych porcji, brak fotelików, kącików z kredkami w większości urzędów. Jak się spędziło dwa dni w Berlinie, to się widzi, jak aberracyjnym krajem jest Polska. Urządzamy miasta tak, jakby dzieci nie istniały.

Agnieszka Graff w rozmowie z Moniką Tutak-Goll,  
Agnieszka Graff: Macierzyństwo to też feministyczny temat, "Wysokie obcasy", 
do przeczytania w całości TUTAJ


Lubię Agnieszkę Graff. Ma takie trzeźwe spojrzenie na feministki, na kobiety w ogóle. Takie... ludzkie, życiowe. Kiedy przyglądasz się feministkom w telewizji albo czytasz o nich w gazetach to takie bojowe baby... Odżegnujące się od sfer (ujętych schematycznie) stricte kobiecych: dzieciaków i pieluch, lakierów do paznokci, przepuszczała w drzwiach i tym podobnych. Ugruntowało się przekonanie, że feministka to babochłop, która co prawda może mieć faceta i nie być lesbą, ale co najwyżej na warunkach luźnych, ultranowoczesnych i lewicowych, bo przecież nie innych. A tu guzik. Bo jak i feminizmów jest wiele, tak i przedstawicielek ruchu dużo (albo jeszcze więcej).
To nie jest jednorodny prąd, a kobiety są i dalej będą kobietami - walczącymi jedynie przy okazji o swoje prawa (czy to będzie samotna pani prezes, czy gospodyni domowa, matka i żona). O feminizmie można by długo, najlepiej z odwołaniem do tekstów (!) samych feministek - wtedy człowiek widzi, że ma do czynienia z człowiekiem, a nie z nieistniejącym konstruktem medialnym, utworzonym na potrzeby ideologiczne (to dopiero jest ideologia gender!*).
Mnie interesuje tutaj, teraz, jedno: dziecko.
Kobieta w naszym kraju, niezależnie od tego, czy jest feministką, czy nie, w momencie stania się matką (albo i wcześniej - już w momencie zajścia w ciążę) ma pod górkę. Ile razy walczyłam z wózkiem! - bo windy w naszym 18-piętrowym bloku ulokowano na półpiętrach i ZAWSZE czekają na mnie schody; bo podjazdy dla wózków - o ile są - często są wąskie, a koła akurat naszego wózka albo się nie mieszczą w rynnach, albo zjeżdżają; bo chodniki wysokie, czasem po skosie; bo samozamykające się drzwi w bloku (do bloku i na klatkę) sprawiają, że zamieniam się w ninja, który zwinnością swego ciała ogarnia materie ruchome. Bo przewijak na wyjeździe był, ale bez stolika, więc obładowana torbami rozkładałam się niemal w powietrzu; zdarzył się też przewijak ulokowany na wysokości moich oczu (sic!) - we wnęce w starej kamienicy, gdzie urządzono restaurację. (Ba, system podkreśla mi teraz słowo "przewijak" - ono nawet nie zostało umieszczone w słowniku - nie istnieje, nie widać go!). Bo jak jadłodajnia, to jedno krzesełko dla malucha, góra dwa. Jak masz pecha - zajęte.
Jakiś czas temu jedna z blogerek pokazywała pokój dla matki z dzieckiem, jaki zaprojektowała w jednym z center handlowych na Pomorzu. Pokoik piękny, biorący pod uwagę i potrzeby mamy, i dziecka - wyznaczający strefy (do przewijania, karmienia, zabawy dla starszaka), opatrzony potrzebnymi sprzętami, estetyczny, przytulny. Pamiętam niektóre z komentarzy: że co to ma być, że żadna rewelacja, że phi i wtf, że też się postarała, nie ma co, że normalka i o co ten szum. Ano o to, że to wcale nie jest "normalka" - że takich pokoi - urządzonych w przemyślany sposób - wciąż jest za mało. Trzeba o tym mówić, trzeba o tym pisać. Trzeba tę matkę - tak gloryfikowaną w naszym katolickim kraju - wyciągnąć z domu, pokazać jej, że może: iść do kina, na zakupy, na spacer, do lekarza, na kawę... gdziekolwiek! bez stresu, poczucia bezsensu albo walki z wiatrakami. By nie miała przeświadczenia, że to kolejna misja do wykonania (o czym pisałam w tekście o byciu Supermatką - TUTAJ), ale zwykłe wyjście - jak każdego normalnego człowieka, który ma ochotę wyjść z domu.
Kobieta spełniona to kobieta uśmiechnięta, lepsza matka. Kobieta sfrustrowana, zamknięta w czterech ścianach, to zestresowana i zniechęcona matka. A emocje matki odbijają się na dziecku - każdy Ci to powie, niezależnie od strony, którą zajmuje (czy prawa, czy lewa).


* odsyłam do mojego tekstu o gender: TUTAJ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz