poniedziałek, 15 maja 2017

Mama - mój przycisk uruchamiający program "dzieciństwo"

Trzy lata temu włożyłam sweter swojej mamy, który przywiozła mi ot tak - bo jej już się znudził, bo pomyślała, że go zechcę. I zechciałam. Tego samego wieczoru miałam go na sobie, gdy usypiałam synka. Podczas gdy głaskałam jego włosy i odpływałam, ukołysana własną kołysanką, poczułam go: zapach mojej mamy (pisałam o tym na moim drugim blogu, TUTAJ)... Na tym swetrze, który najwyraźniej miała na sobie, nim mi go oddała. Przymknęłam oczy i poczułam się jak w jej ramionach. Chociaż nie byłam już małą dziewczynką, więcej! - choć miałam przy sobie jej wnuka, a mojego syna. Kiedyś ja byłam czyimś maleństwem, teraz sama głaskałam własne maleństwo... Mama... 
Taka bliska, taka... własna, moja... Zawsze przytuli, będzie... I choć spieramy się coraz częściej, choć czasem rzucę słuchawką, rozmawiając z nią przez komórkę (taki tam paradoks ;)), być może rozumiem ją lepiej... A te słowa: "Zobaczysz, jak sama będziesz mamą..." nabierają nowego znaczenia.
Bycie mamą zmienia, a jednocześnie jesteśmy tymi samymi ludźmi, co wcześniej - może z większym doświadczeniem, pokładami cierpliwości, uśmiechami, bo przypominamy sobie dzieciństwo.
Mama... To taki wehikuł przenoszący mnie do dzieciństwa. Czy to wtulam się we własną mamę i czuję bezpiecznie jak wtedy, kiedy byłam maleńka, czy gdy patrzę na swoje dzieci, a ich radosne uśmiechy i pomysły przypominają moją własną dziecięcą żywiołowość - śpiewanie (przez godzinę!) zmyślanej na żywo piosenki albo historie z wnętrza głowy.

Trzy lata temu założyłam ten sweter i mogłam się uśmiechnąć, przymykając oczy. Wiedziałam, że moja mama jest, że mogę do niej zadzwonić, że następnego dnia będziemy mogły się zobaczyć (nawet jeśli faktycznie nie będziemy się widziały - ale możliwość zawsze istniała). A co by było, gdyby...?
Niedługo będziemy świętować Dzień Matki. Zwyczajowo pewnie kupię mamie książkę - to od kilku lat najlepszy prezent "materialny". Ale najpiękniej po prostu... spędzić czas z mamą. Poprzypominać sobie "stare czasy", obejrzeć nagrania, gdy było się w wieku własnych dzieci, a mama w naszym... Przeglądać fotografie przodków i doszukiwać się rysów rodowych we własnych profilach, na przykład. Albo umówić się do lekarza. Wpierw na kawę, może zakupy? I do lekarza kiedyś, razem, na "przegląd". Żeby się zmotywować wzajemnie, poza marudzeniem na "chłopów" (jednoczącym kobiety chyba w każdym wieku ;)) podpytać, jak tam w kwestiach zdrowotnych.
Dzisiaj konkretnie piszę o raku szyjki macicy, ale byłoby dobrze, gdybyśmy dbały o siebie nawzajem kompleksowo. Czy wiesz, że jest on wykrywalny i uleczalny? Można mu zapobiec! Ale żeby to się stało, trzeba się regularnie badać. Nie raz na rok czy kilka lat (jak, bodajże, w jednym z krajów skandynawskich, gdzie nawet nie ma poszerzonej wiedzy na temat raka szyjki macicy, a kobiety poddają się diagnostyce rzadko), ale regularnie.
Moja babcia umarła na raka trzustki. Z jego uleczalnością gorzej, ale fakt faktem, że ona nie chciała iść na badania, nie chciała potwierdzenia "wyroku" (czy może jakiejkolwiek diagnozy). Mama z ciocią długo ją namawiały, a gdy w końcu posłuchała, było już za późno. Nie zapomnę mamy, gdy przekazywała mi wieść o śmierci babci - to był jasny poranek, wychodziłam do pracy. Mama podeszła do mnie, szykującej się, zakładającej buty. Podeszła cicho. Nie pamiętam dokładnie słów, coś, że w nocy, coś, że spokojnie. Miała łzy w oczach, a ja ściśnięte gardło. Potem jeszcze przez kilka dni słyszałam jej łkanie w nocy.

Kochane Mamy - badajcie się, proszę. Jeśli nie dla siebie - dla swoich bliskich. Bo my Was kochamy, bo chcemy wiedzieć, że jesteście tutaj, obok...



Post powstał w ramach akcji "Nie wstydzę się być kobietą", która promuje diagnozowanie się i leczenie. Pamiętaj, trzymanie ręki na pulsie jest ważne - nie jesteśmy samotnymi wyspami, jesteśmy też dla innych!
organizator akcji: mynaswoim.pl
autorka grafiki (Malowanej ręcznie akwarelami!): www.rudoroz.pl

piątek, 12 maja 2017

Czego resorak uczy o zaangażowaniu?

Za niecały miesiąc w przedszkolu Małego Johna odbędzie się rodzinny festyn - impreza w plenerze, na terenie przedszkola, z licznymi atrakcjami dla dzieci i nie tylko (w ubiegłym roku było przeciąganie liny, zwiedzanie wozu strażackiego, przymierzanie stroju strażackiego czy policyjnego, tańce i część artystyczna, grill, słodkości upieczone przez mamy, malowanie twarzy, turniej rycerski, konkursy z nagrodami czy pokaz szkolonych psów), w tym loteria fantowa. W hallu placówki pojawiły się ostatnio duże plakaty przypominające o zbiórce fantów - drobnych przedmiotów do loterii. Pamiętając zeszłoroczną zabawę, postanowiłam zainwestować. Wydać "stówkę" na zabawki, rzeczy dla dzieciaków. "Wariatka!" - skwituje ktoś; może nawet będzie mógł przybić sobie piątkę z TatoMężem. Ale prawda jest taka, że drobny gest wiele znaczy, a zmiana myślenia to duży krok w kierunku czegoś lepszego.
O czym tak górnolotnie piszę i jak to niby odnosi się i do tytułu, i do chęci wydania przeze mnie pieniędzy?
W zeszłym roku kupiliśmy jeden los. Kosztował pięć złotych. Synek wylosował resoraka - markowego, sygnowanego nazwą Hot Wheels. Mogłaby rozgorzeć tu dyskusja, czy powinniśmy zwracać uwagę na markę, metki, firmy, które przecież nie powinny decydować o wartości rzeczy, ale nie da się ukryć, że takie autko ucieszyło i syna, i nas: jego, bo autko (to dość proste akurat ;D), nas, bo fajny design, bo dobra i znana marka, czyli materiał też lepszy, bo na dłużej wystarczy, dłużej będzie cieszyć, bo będzie pasowało do innych zestawów itd. Mijały nas dzieci z fantem w postaci wielkiej kartonowej kartki z przyczepionymi kilkoma gumeczkami - niektóre mamy (i dziewczynki) nie kryły rozczarowania. I na pierwszy rzut oka może się wydawać, że oto wychowujemy społeczeństwo roszczeniowe, żądne fantów markowych, droższych, ale z drugiej strony... Te wszystkie fanty kupowali... rodzice. To oni decydowali, czy dołożą kilka złotych do lepszego resoraka (zamiast 5 - czyli cena losu, dadzą dziesięć - bo tyle kosztował w sklepie taki Hot Wheels), czy pójdą na łatwiznę i wrzucą do koszyka pani przedszkolanki "byle co". Dlatego pamiętając radość Małego Johna i naszą satysfakcję, postanowiłam dorzucić się do zabawy (w zeszłym roku daliśmy "tylko" książeczkę) i sprawić dzieciakom frajdę. Saszetka z minionkiem, książeczka z naklejkami (typu udekoruj swój domek dla lalek), mały zestaw laboratoryjny, kosmetyczka czy lusterko dla dziewczynki, drewniana laleczka... Zabawki czy przedmioty nie kosztujące więcej niż 20, w porywach 30 złotych. Różnie zresztą wypadające cenowo. To, co najważniejsze: by były to zabawki-drobiazgi, ale lepszej jakości. Nie tania rzecz z kiosku, coś przypadkowego. Ten jeden resorak od jakiegoś rodzica, któremu chciało się więcej czy lepiej, który postanowił dorzucić od siebie te 5 złotych ekstra, żeby w koszyku pojawiło się coś fajniejszego, zadziałał motywująco - w tym roku mam ochotę dołożyć cegiełkę do zabawy, sprawić, żeby na twarzy innego dziecka pojawił się podobny uśmiech (a na twarzach rodziców miłe zaskoczenie). Może dzięki temu w przyszłym roku rozbijemy fantowy bank? ;) Jako rodzice, jako przedszkole.



czwartek, 11 maja 2017

cherrywood stories: marzec 2017

Właściwie w tym miejscu (czy raczej w tym czasie) powinny pojawić się tu migawki kwietniowe, ale trudno... Remont łazienki zajął nas na tyle, że niemal wszystkie wieczory poświęcałam jeżdżeniu wałkiem po ścianie. Nie szkoda mi jednak tego czasu - łazienka jest teraz pomieszczeniem, do którego wchodzę z przyjemnością, a nie wyłącznie z przymusu. Polecam zmianę każdemu! ;) (remont robiliśmy sami, z malowaniem płytek w miejsce ich wymiany, więc da się mniej problematycznie ;))
Marzec... Minął szybko. Może nie tak jak luty, ale i tak... Byliśmy na przyjęciu urodzinowym, z którego wynieśliśmy we włosach (i różnych częściach garderoby ;D) kolorowe confetti (odnajdywanie go na kilka dni po zabawie było świetnym doświadczeniem ;)), trochę ćwiczyliśmy się w luźnej wersji BLW (Bobas Lubi Wybór - u nas wersja luźna, albo może raczej łączona), bawiliśmy... Mało zdjęć zrobiłam, bo też taki... zwyczajny był ten marzec. Dzień za dniem. Dopiero jak patrzy się na zdjęcia, człowiek uświadamia sobie, że jednak każdy dzień jest wyjątkowy. Dlatego obiecałam sobie mieć częściej aparat w rękach.



































sobota, 6 maja 2017

cytat miesiąca (maj 2017)

Decyzja o posiadaniu dzieci przypomina decyzję o zrobieniu tatuażu… na twarzy. Lepiej być pewnym!

Elizabeth Gilber, Jedz, módl się, kochaj


piątek, 21 kwietnia 2017

Jak uatrakcyjnić śniadanie dla dziecka? 5 pomysłów na kolorowe kanapki i nie tylko!

Po długiej przerwie powracam z cyklem "Życie do kwadratu, czyli śledzimy Instagram" - zmieniłam go nieco - od tej pory będę dzieliła się ciekawymi profilami, ale w formie pewnego rodzaju poradników: czego dany autor może nas nauczyć, czym może zainspirować?

Dzisiaj zaglądamy do Hippie Lane (@talinegabriel), czyli Taline Gabrielian, która wyczarowuje takie pyszności, że na ich widok cieknie ślinka! Wyglądają jak z baśniowej krainy - są tak śliczne, niemal nierealne ;). 

Na podstawie kilku jej pomysłów, postanowiłam zaproponować pięć rozwiązań na śniadanie dla (nie)jadka. Gotowi? To zaczynamy!

#1
gwiezdne kanapki (jednorożca?)


Wystarczy zabarwić twarożek sokiem z buraków albo wymieszać ze zgniecionymi jagodami - to proste sposoby na zabarwienie masy, by przypominała gwiezdne konstelacje, baśniowe niebo upstrzone gwiazdami. A same gwiazdy? Można je wyciąć za pomocą foremki do ciasteczek z żółtego sera, owoców, avocado...czegokolwiek! Gotową kanapkę można posypać np. proszkiem z malin czy buraków (można zrobić samemu albo kupić gotowe w sklepach z eko żywnością), pokruszonymi orzeszkami (będą jak małe kamyczki), położyć plasterek owocu albo warzywa (figa, rzodkiewka czy smoczy owoc wyglądają nieziemsko!)


#2
misie-pysie



Masło orzechowe, plasterek banana, odrobina czekolady na pyszczek i koszulkę, truskawkowa czapeczka plus drobinki orzechów do posypania. Jest to może mniej zdrowa i bardziej kaloryczna propozycja śniadaniowa dla maluchów, ale od święta można sobie pozwolić na małe grzeszki jedzeniowe! ;)


#3
pół na pół



 - Kotek, co chcesz zjeść na śniadanie?
 - Nie wiem, mamo!
Znasz to? Momentami wymyślanie kolejnych propozycji i wysłuchiwanie, która z nich odpada, jest frustrujące. Dobrym pomysłem jest więc... miszmasz. Dziecko nie jest zdecydowane? To dostanie pakiet 2w1! Sprytnie!

#4
avocado na trzy sposoby


- jako plasterki, tradycyjnie
- jako gwiazdki (foremka do ciasteczek)
- jako kuleczki

Avocado kapitalnie łączy się z żółtym serem i liśćmi rukoli - to jedno z moich ulubionych połączeń smakowych, jeśli mowa o kanapkach. Jak udowadnia Taline, wcale nie trzeba poprzestać na zwykłej formie - można się nią bawić, eksperymentować! Prawda, że takie śniadanie jest ciekawsze?


#5
koktajle, owsianki, jaglanki itp.


Kto powiedział, że na śniadanie zjada się wyłącznie kanapki? Niech to będzie zdrowy koktajl owocowy czy owocowo-warzywny, owsianka, jaglanka czy musli... Eksperymentujmy ze smakami, kolorami i... dodatkami! Garść owoców, interesujących i zdrowych ziaren czy nawet (sic!) słodyczy (np. kolorowa posypka cukrowa) sprawią, że tak przygotowany posiłek będzie wyglądał o wiele bardziej apetycznie - ja nie umiałabym się powstrzymać, a Ty? ;)

niedziela, 16 kwietnia 2017

Wesołych Świąt!

Radosnych i spokojnych świąt Wielkiej Nocy!
Pogody i na dworze, i w sercu. 
Odpoczynku i wesołych chwil z bliskimi.
Wszystkiego dobrego!

środa, 12 kwietnia 2017

szafa Lady Marion - przykładowy outfit dla dziewczynki (2)

Dzisiejsza propozycja to wybieg w kierunku wczesnej wiosny - kiedy to można już założyć sukienkę i lżejsze buty, ale warto pamiętać o czapce (gdy zawieje wiatr, będzie jak znalazł). Model z uroczym pomponem, który wetknęłam jak wisienkę na torcie do poniższego zestawienia, trochę zakłamuje rzeczywistość, tzn. podczas gdy reszta ubranek jest dla dziewczynek wyrosłych z wieku niemowlęcego, czapeczkę przewidziano dla dzieci od urodzenia do roku. Hmm. Pasowała mi jednak, więc pozwoliłam sobie na małe oszustwo... ;)


środa, 5 kwietnia 2017

cytat miesiąca (kwiecień 2017)

Musi być przyzwolenie na to, że jesteś z dzieckiem. Dziecko jest pełnoprawnym obywatelem, tylko małym i wymagającym przewijaka. Korespondowałam ostatnio z Leszkiem Talko. Spytał, czy zastanawiałam się kiedyś, dlaczego Polacy tak garną się do Ikei. Nie zastanawiałam się. Zakładałam, że to jakaś miłość do mebli i dywaników. A on przytomnie zauważył, że to po prostu jedno z niewielu miejsc, gdzie dzieci są mile widziane. W Polsce dzieci są hołubione symbolicznie i całkowicie ignorowane na płaszczyźnie realnej. I nie tylko chodzi o to, że za mało jest miejsc, w których dziecko możesz zostawić. Przestrzeń publiczna powinna być otwarta na dzieci, przyjazna dla nich. A nie jest. Mamy gigantyczne krawężniki, przejścia podziemne bez podjazdów, wyłącznie ostre potrawy w restauracjach, brak małych porcji, brak fotelików, kącików z kredkami w większości urzędów. Jak się spędziło dwa dni w Berlinie, to się widzi, jak aberracyjnym krajem jest Polska. Urządzamy miasta tak, jakby dzieci nie istniały.

Agnieszka Graff w rozmowie z Moniką Tutak-Goll,  
Agnieszka Graff: Macierzyństwo to też feministyczny temat, "Wysokie obcasy", 
do przeczytania w całości TUTAJ

wtorek, 4 kwietnia 2017

Za pan brat z przyrodą, czyli co robić wiosną? - dziecko w świecie zwierząt

Wiosna, nareszcie nadeszła wiosna! W weekend zrzuciliśmy kurtki i oddawaliśmy się niemal letniej aurze, spacerując po parku czy bawiąc się na placu zabaw - nastał wreszcie ten moment, kiedy przyroda wybucha - pączkuje i rozkwita, kiedy wesoły świergot ptaków sprawia, że człowiek uśmiecha się pod nosem, nawet tego nie świadom.

To dobry czas, by wprowadzić dzieci w arkana świata zwierząt, przyrody w ogóle. Chociaż przedszkole mojego synka doskonale edukuje maluchy i zapewnia im wiele różnego rodzaju atrakcji (m.in. wyjście do parku połączone z lekcją ornitologiczną prowadzoną przez specjalistę), kusi mnie, żeby samej też włączać się w edukowanie mojego dziecka - edukowanie przez zabawę, bo to najlepsza z form nauki (gdy ta sprawia nam przyjemność, zapamiętujemy więcej i na dłużej). Wykorzystujemy do tego książki, wykorzystujemy zabawki. Niektórymi z moich typów, pozycji na liście "chcemy", dzielę się poniżej. Przyjemności!

1 i 3 - domki - okrągłe budki dla ptaków (72 PLN) | 2 drewniane figurki Przyroda wokół Budapesztu (149 PLN) | 4 zwierzątka - drewniane magnesy projektu Nathalie Lete (57 PLN) | 5 układanka Echa leśne (68 PLN)

poniedziałek, 27 marca 2017

cherrywood stories: luty 2017

W lutym poszerzaliśmy swoją wiedzę o kredzie (nie tej do rysowania, ale erze), robiliśmy wykopaliska i budowaliśmy muzeum dinozaurów. Marion zrobiła pierwsze samodzielne kroki, a ja z Małym Johnem bawiłam się klejem, flamastrami, kredkami i nożyczkami. Było twórczo. Ktoś nie chciał wieczorem zasnąć i albo chichrał się potem, łaskotany przez tatę, albo wystawiał małe nóżki przez szczebelki, albo - w wersji dla starszaka - przeglądał w łóżku literaturę. Wcinaliśmy watę cukrową z pudełka, Mały John własnoręcznie zrobił mydlane kostki na zajęciach w przedszkolu, ja ułożyłam swoje pierwsze od kilkunastu lat puzzle (z Kajko i Kokoszem!) i uzupełniłam pudełko zapisanych kart Milestone o zdjęcia Marion. Przeszłam też grypę - kiedy to zmogła mnie gorączka i trzymała przez bite 48 godzin, z różnymi skokami temperatury, ale nigdy poniżej stanu podgorączkowego, a i ten pojawiał się rzadko i na chwilę, ustępując miejsca skokowi powyżej 38. kreski. Niezamierzenie i trochę z przypadku dostałam jednak w gratisie do choroby... czas wolny. Przeczytałam więc do końca norweską epopeję narodową: "Krystynę, córkę Lavransa". Opowieść o matce (w tym tomie akurat), momentami porywająca za serce (tak to jest, jak matka czyta o macierzyństwie). A Mały John przyniósł mi do łóżka kasztan... tfu! lody czekoladowe. Nie ma co - miałam się fajnie z moją rodzinką!















Tsum-tsumki - uwielbiamy je! W sumie trudno powiedzieć, kto jest bardziej uzależniony: ja czy dzieci :P.



Puszki od Omm Design - w zestawie są trzy, tygrysia jest największa. Uwielbiam je za niebanalny wygląd, kolorystykę i wielozadaniowość!




Mój deser przyniesiony do łóżka - lody czekoladowe w wersji maxi!



Ta panna chyba jednak nie będzie spała...











garaż na strychu

Ja nie śpię. Ja czytam!