środa, 7 grudnia 2016

cytat miesiąca (grudzień 2016)

Dla jutra lekceważy się to, co je dziś cieszy, smuci, dziwi, gniewa, zajmuje. Dla jutra, którego ani nie rozumie, ani ma potrzebę rozumieć, kradnie się lata życia, wiele lat. 

Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie


Niedawno trafiłam na TEN filmik, który zresztą dość szybko zaczął być podawany dalej. Taki w klimacie nie tylko świąt, prezentów (jak słusznie zauważyła Agata, mama Niedźwiadka i JJ-a, czas nie powinien być w ogóle wspominany w takich sytuacjach, bo powinien być oczywistością), ale w ogóle...

Czasem patrzymy na to nasze dziecko jak na inwestycję. Ładujemy w nie wszystkie swoje siły, środki, uwagę, zainteresowanie... Chcemy, by było szczęśliwe, ale... Czy naprawdę jesteśmy w tym uważni? Czy ta nasza uwaga nie jest powierzchowna, skupiona tylko na ocenach, na przykład, odbębnianiu zajęć pozalekcyjnych, jakichś tam zadań z góry założonych?
Dziecko ma znać języki, mieć dobre oceny w szkole, bo to przyda mu się w przyszłości... Ale nikt nie zna tej przyszłości, nikt nie wie, czy za chwilę będzie aktualne to, co obowiązuje dzisiaj... Świat zmienia się naprawdę szybko... Możemy chcieć pomóc naszemu dziecko, ale prawdziwym darem będą umiejętności miękkie, jakie nabędzie ono, żyjąc z nami i ucząc się od nas samych... Szacunek dla innych, okazywanie sobie miłości, pielęgnowanie relacji, empatia, wrażliwość, umiejętność wyznaczania i pilnowania własnych granic, wspólne bycie, asertywne, gdzie każdy ma swoją godność i jest traktowany jak pełnoprawny Człowiek, podmiot...

Czasem biegnę gdzieś i poganiam to swoje dziecko. Na razie tylko Małego Johna, bo Marion jest jeszcze za mała, chociaż i przy niej zdarza mi się pędzić... Biegnę i poganiam, bo się spieszymy, bo czasu mało, bo nie zdążymy... Na co? Po co? A może nic się nie stanie, jeśli zwolnimy?

Spieszyliśmy się do lekarza, żeby stawić się o wyznaczonej godzinie. Stawiliśmy się, a mimo to czekaliśmy godzinę. Bitą godzinę. Może wygodniej byłoby w domu, na spokojnie ubrać się, bez naglącego "bo autobus"?

Codzienna gonitwa: śniadanie, ścielenie łóżek, zmiatanie podłogi, zmywarka, obiad, pranie... Dziecięce "Mamo, pobawisz się ze mną?" za często spychane jest na koniec listy, jak coś dodatkowego, wpisanego dla "świętego spokoju", którego też - marudzisz - nigdy nie masz.
Moje dzieci nie chodzą jeszcze do szkoły...
Mam nadzieję, że szkolna codzienność nie zdominuje mojego maminego patrzenia... Że nie będę jedną z tych, które zaraz po wejściu dziecka do domu, odpytują, co jest zadane. Pracoholizm - przyuczanie dziecka do pracoholizmu już od najmłodszych lat...
Chciałabym, by moje dzieci - jak ja - miały czas po szkole na malowanie, słuchanie muzyki, robienie makiet, czytanie książek (nie tylko lektur), granie w gry, cokolwiek innego...
Chciałabym spędzać z nimi popołudnia - zwłaszcza te szare, zimowe... Mamy z mężem niezłą kolekcję planszówek i gier karcianych - odłożoną do szafy, kiedy pojawiły się dzieci (bo za małe, bo nie ma czasu), ale może właśnie za jakiś czas wyciągniemy je z ich powodu? Bo będzie 2x więcej graczy? ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz