wtorek, 8 listopada 2016

cytat miesiąca (listopad 2016)

Co nas tak totalnie załatwia? To, że prawie wszystkie byłyśmy wychowywane neurotycznie, co oznacza: "Nie wystarczy, że jestem." Zdrowe kochanie wyposaża nas w poczucie: "Wystarczy, że jestem." Mogę iść na krawcową, mogę być szewcem, pracować w zieleni miejskiej. Rozumiecie?  Chodzi o to, jakich nas chcą rodzice. Jeśli nas kochają, to cokolwiek robimy, dla nich jesteśmy w porządku. Jakiekolwiek stopnie przyniosę, jestem w porządku. Czegokolwiek się nauczę i w jakimkolwiek tempie, jestem w porządku. Kto miał tak w domu? Ja nie, a wy?

Katarzyna Miller (z Moniką Pawluczuk), Być kobietą i nie zwariować
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010, s. 34-35

I dalej: "Dla zdrowych rodziców dziecko to miód-malina - czy ono krzywe, czy ma odstające uszy, piegi, czy ono chude czy grube, ryże, czy matematyki ni w ząb nie rozumie. I tak jest po prostu cudem świata. Naszego świata, bo całego przecież nie musi."

Proste, prawda?
No, może w teorii. Łatwo jest nam zachwycać się swoim dzieckiem, gdy jest ono pogodne, radosne, wesołe, ale na nasz - rodziców - sposób, rozumienie, kiedy jest... "grzeczne". Wystarczy czasem, że śmieje się za głośno albo smuci za mocno, denerwuje całym sobą, by od razu oceniać, zaczynać swoje: "NIE... coś tam". Nie bądź taki głośny, nie płacz, przecież nic się nie stało, nie krzycz [ale ja mogę]. Znajome? Przypomnij sobie teraz rozmowy o szkole. Czy swoje z rodzicami, czy swoje z własnym dzieckiem. Ile w nich miejsca na indywidualność, odrębność? Zrozumienie, "jesteś ok, bo jesteś, wcale nie musisz mieć piątki czy czwórki, trója nie jest przecież końcem świata"?

Mogłabym tak wymieniać. I jako dzieci, i jako potem ludzie dorośli, wciąż chcemy coś światu udowodnić - albo może udowodnić coś najbliższym. Przypodobać się. Zasłużyć na miłość. Ale uwaga... wrrrróć! Na miłość nikt nie powinien nigdy niczym zapracowywać - miłość to uczucie, które jest - zwłaszcza w odniesieniu do swoich dzieci. Kochamy je, bo są. Tylko, albo aż tyle.

Ideał. Ale warto do niego dążyć, pamiętać o tym...



"Być kobietą i nie zwariować" - ta książka kilka razy "uratowała mi życie". Wielokrotnie dała ogromnego kopa energii - takiej wewnętrznej, pozytywnej, kobiecej siły. Niemal cała pokreślona jest różowym flamastrem z zaznaczonymi cytatami ważnymi dla mnie. Dzisiaj do niej powróciłam i, całkiem przypadkiem, bo chciałam "tylko" zamieścić tutaj jakiś cytat, zaczęłam czytać ją na nowo... Wciąga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz