piątek, 11 listopada 2016

5 postów, które napisałabym, gdyby nie to, że mnie ubiegli


O gumowych kaczuszkach i tym, co zwykle kryją w środku. Miałam podobne uwagi i wątpliwości, gdy sama zauważyłam czarne plamy na powierzchni zabawki kąpielowej Małego Johna. Moja mina była nieszczególna... Od tego czasu miałam w zwyczaju chować kaczkę, nim do kąpieli szykował się Młody. Potem trafiłam na post powyżej - znalazłam go przypadkiem, szukając alternatyw i opinii na temat koronowanych głów Lullalove. W ciągu miesiąca podjęłam decyzję i miejsce żółtej kaczki (wyrzuconej przeze mnie bestialsko na śmietnik) pojawiła się w naszym domu... czarna. MJ był zachwycony! ;D

Poniżej zdjęcia naszego brzydkiego kaczątka:


 



Marion zaczyna uczyć się chodzić - na razie ćwiczy stanie, wsparta o łóżeczko czy kanapę, ale widać, że ma chęci na więcej. Ponieważ jej stopy coraz sprawniej pracują, pojawiło się już pytanie ze strony rodziny: To co, kiedy buciki? Przecież to już czas! No właśnie nie. Po pierwsze, ona jeszcze nie chodzi. Po drugie, unieruchamianie stóp dziecka w bucikach może im zaszkodzić - m.in. wpłynąć na rozwój płaskostopia. Stopa musi nauczyć się sama pracować, ćwiczyć powierzchnie - tylko wtedy dziecko szybciej i sprawniej zacznie chodzić. Jedna mała uwaga: nie dotyczy to powierzchni bardzo prostych i twardych jak podłoga. Jeśli dziecko tylko taką powierzchnię będzie znało, płaskostopie również jest możliwe. Najlepsze są podłoża różne, nieregularne: najlepiej puścić dziecko boso w ogrodzie albo parku (oczywiście mając je na uwadze, bo wiadomo, jakie "kwiatki" można czasem znaleźć); ponieważ aura nie zachęca do tego typu rozwiązań, można dziecku zbudować "tor przeszkód" w mieszkaniu. 


3. Inny znaczy wyjątkowy – najnowszy film Monster High uczy akceptacji dla odmienności + KONKURS - swiatkarinki.pl

Od kiedy zobaczyłam te lalki - jakieś kilka lat temu, gdy usadowiły się na półkach sklepowych - zdziwiłam się co prawda na ich widok, ale tylko na chwilę. Niemal od razu przypomniałam sobie pełnometrażowy odcinek przygód Scooby Doo o szkole dla dzieci potworów - a Monster High w zasadzie na nim bazuje (zamierzenie czy nie, to nie jest istotne). Wszystko sprowadza się do poczucia odrzucenia, tematu nietolerancji i potrzeby "odczarowania" świata, a przynajmniej patrzenia.
Oto mamy dzieci znanych potworów - Draculi, wilkołaka, mumii, zombie i wielu, wielu innych - które cierpią przez czarny PR rodziców. Te postaci są postrzegane przez pryzmat tego, w jaki sposób w kulturze i ludzkiej świadomości funkcjonują wymienione potwory. Nikt nie zadaje sobie trudu ich poznania - są odrzucane na wstępie, bo... potwory. Tymczasem świat dawno przestał być tak jednoznaczny, jak pokazywany jest w bajkach czy różnego rodzaju narracjach. Potwory pociągają (że wspomnę chociażby Zmierzch, który w odczarowaniu wampirów odegrał ogromną rolę), wydają się ciekawe, bo nie są nijakie. Nie znaczy to, że dobro jako takie nie pociąga, jest mniej interesujące, ale kategoria ładne-brzydkie uległa przemianie. Dzisiaj estetyczne może być i to, co brzydkie - bo estetyczne to nie to samo, co piękne - mówi się raczej o tym, że estetyczne jest wszystko to, co wzbudza nasze emocje (a więc coś brzydkiego, ohydnego także!) - przeciwstawia się temu anestetykę - to, na co reagujemy... nijak. Co w ogóle nie wywołuje w nas żadnych emocji, przemyśleń, pozostawia po sobie pustkę. (Trochę wybiegłam w kierunku zajęć ze sztuki i estetyki, ale musiałam wyjaśnić tę kwestię.) To, co inne, poza schematami, intryguje - nieprzypadkowo Diane Arbus fotografowała "odmieńców" - "dziwadła" przyciągały ją do siebie, szukała w nich elementu, który inni im odbierali (często niemal automatycznie): człowieczeństwa...
Brak tutaj kategorii dobry-zły jako takiej: dzieci potworów są dobre, to takie same dzieci jak inne. Tylko rodzice nietypowi. A ci rodzice też często aż tacy źli nie są, bo przecież... mają dzieci! Które kochają i dla których chcą wszystkiego, co najlepsze. To przecież normalne, prawda? Ktoś może sprzeciwić się "wybielaniu" potworów, bo to może zaciemnić rozpoznanie dziecku, ale ja się pytam: co jest złego w pokazywaniu, że w każdym z nas znajduje się dobro? Że każdy ma jakąś dobrą cechę?
Ale wracając do Monster High, bo zaczynamy wikłać się w jakiś poważniejszy dyskurs.
Wielu atakuje je dlatego, że są brzydkie. Straszne. Że potwory właśnie. Moja mama stwierdziła wprost: to gloryfikowanie brzydoty, a my powinniśmy zachwycać się pięknem. Ale czy mało nam dzisiaj uwznioślania piękna? Mamy kolorowe magazyny, piękne aktorki w kinie i telewizji, PhotoShopa i tak dalej, i tym podobne. Kult piękna istnieje i ma się dobrze. A ci, którzy w jakiś sposób nie chcą w tym uczestniczyć albo z różnych względów nie mogą? No właśnie. Co z nastolatkami, które odbiegają od "normy" (celowo zastosowałam cudzysłów)? Co z tymi, którzy wyglądają inaczej? Bez ręki, bez nogi, z odstającymi uszami, krzywymi zębami, jakąś uwidocznioną chorobą, trądzikiem na twarzy i plecach...? Są na świecie ludzie brzydcy, są ludzie niezadbani, są ludzie chorzy - i oni wszyscy mogą być jednocześnie piękni, bo przecież o czyimś pięknie nie decyduje powierzchowność, fizjonomia - czy nie uczy się nas tego, że najważniejsze jest niewidzialne dla oczu? Monster High właśnie to pokazują i pozwalają wprowadzić w życie dzieciaków - nieprzypadkowo zresztą dziewczynek - myślenie, że każdy jest wyjątkowy, nawet jeśli inny. Każdy ma prawo do wyrażania siebie, do bycia sobą. Nikt nie powinien zmieniać się na siłę, by przypodobać się innym - nie tędy droga! Ja to kupuję! (BTW, o wiele większymi "potworkami" są dla mnie lalki Bratz, które wyglądają zwyczajnie szpetnie, jak panny lekkich obyczajów, a ich wyglądu nie wyjaśnia nic poza imprezami, dobrą zabawą, koncertami itp.)


4. TOP 21 najlepszych bajek! - szafeczka.com

Tu się wyłamię i zrobię własne zestawienie, bo świerzbi mnie bardzo! ;) Kilka z bajek z listy szafeczki znalazłoby się i na mojej - ot, zwyczajnie kapitalne filmy animowane!

Znów szafeczka. Trudno, mam kilka blogów, które obserwuję w miarę regularnie i które są dla mnie inspiracją albo wpisują się w "mój świat". Prawdopodobnie na tym jednym zestawieniu postów nie poprzestanę, bo blogów masa, tematów poruszanych też ;). 
Wracając konkretnie do punktu piątego - i ja się na tym łapałam - zamiast pozwolić wypowiedzieć się dziecku, widząc czasem jego być może nieśmiałość, nie czekałam na reakcję młodego, ale od razu działałam. A może nie powinnam właśnie? Może w ten sposób wcale go nie ośmielałam, a wręcz odwrotnie? Nie wiem, co czuł i co myślał, kiedy na pytanie skierowane do niego odpowiadałam ja. Nie powie mi tego, nie wiem, czy nawet świadomie byłby w stanie na tym etapie uzmysłowić sobie, czy coś jest nie tak i co. Może tylko poczuł się trochę inaczej...? Nie wiem. I chyba lepiej nie mieć tego rodzaju wątpliwości i zwyczajnie nie wpychać się przed szereg. A jak dziecko nie chce odpowiedzieć - nie musi!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz