poniedziałek, 24 października 2016

cherrywood stories: zwykły wieczór

...jakich wiele.
Dzieci śpią (system kładzenia ich mniej więcej około godziny dwudziestej działa, choć nie zawsze tak samo dobrze), mąż na nockę, zaparzam wodę na herbatę. Zalewam do połowy, żeby móc od razu pić - pół na pół wrzątek i zimna przegotowana.



Czekam, aż woda nasiąknie. Mama śmiała się swego czasu, że parzę za krótko, że wypijam tylko zabarwioną wodę. "Barwiona, ale smak jakiś też jest" - odpowiadałam, wyciągałam torebkę i dodawałam dwie łyżeczki cukru.

 Ubrania dzieci już wyschły, trzeba będzie je złożyć. Ale to jutro. Na razie herbata.


 


--> nasza szklana puszka-słój przyjemności. Czasem podjadam sobie, wyżeram zapasy syna. Dobrze, że Mały John jeszcze niesprawnie liczy. I że TatoMąż kupuje więcej lizaków - zniknięcie jednego/dwóch/trzech nie robi większej różnicy.




Rysunki synka i... nie tylko jego - powyższa laurka z cudownym tekstem (Świętego najlepszego!) to dzieło jakiegoś kolegi z grupy MJ-a - młody zwinął do domu jako własne.

Ale ten bukiet zbierał już sam. Dumny, przyniósł ze spaceru z tatą. Podobno chodził wszędzie i wciąż powtarzał, że musi zrobić bukiet dla mamusi. 
Przechodzę obok niego z herbatą i uśmiecham się, mijając. Kocham...






Zjadam kolację obok wyrzutów sumienia: wykroju niedokończonej maskotki-lamy dla Marion, rysunków ilustrujących kolejne pomysły (wciąż istniejące jedynie w głowie), spodni Małego Johna, które czekają na przyszycie łatki.







Na domku dla lalek spoczęła gałązka dębowa, na stoliku kawowym zestaw do porannej zabawy w łapanie moczu. Dziś wiemy, że niemowlę trzeba obudzić nieco wcześniej, założyć woreczek według instrukcji, nosić na rękach, napoić wodą i czekać. Po dokarmieniu mlekiem (czyli półgodzinie akcji) doczekaliśmy się zwieńczenia zadania. Kolejny level osiągnięty.




To takie tam... Moje zwykłe życie. Po kolacji czas na lekturę przed snem. Historie ludzi normalnych i nienormalnych zarazem. Zwykłych, ale niecodziennych. Lubię takie opowieści.










Plany? Kalendarz wypełnia się zadaniami do wykonania, wizytami lekarskimi, spotkaniami ze znajomymi albo wyjazdami - np. na Targi Książki do Krakowa. Notatki, co kupić, notatki, co zrobić. Kiedy zostaję sama z dziećmi, kiedy jesteśmy wszyscy razem.
 




Zjadam makaroniki z Lidla bez wyrzutów sumienia. Gdy mój ginekolog zobaczył wyniki z krzywej cukrowej, stwierdził, że z takimi nigdy nie będę gruba. Trzymam się tego. A nawet jeśli... czy komuś kiedyś zaszkodziła odrobina słodyczy do wieczornej lektury? ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz