środa, 28 września 2016

stay positive, czyli keep calm and... do whatever makes you happy

Ostatnio mój prywatny profil na Facebooku zdominowały wpisy związane z hasztagiem #czarnyprotest. Zrobiło się... poważnie. Miejscami aż za bardzo, nie wyłączając ostrej dyskusji. Potem - wziąwszy kilka wdechów, chcąc zmienić "otoczenie" - przełączam się z karty na kartę, zerkam na blog, a tam... podobna tematyka. Rozgościł mi się, rozpanoszył kolor czarny - jest wszędzie. Nie do końca chciałam, żeby tak było, nie planowałam tego... Hejże, ja przecież wesoła dziewczyna jestem! - rzuciłam sama do siebie, w geście ponaglenia czy napomknienia. Stąd dzisiejsze słowa, ten tytuł, poniższe zdjęcie prezentujące kawałek naszego pokoju dziennego - ścienną galerię na drzwiach szafy przesuwnej; lubię czasem spoglądać na te zdjęcia i uśmiechnąć się, całkiem niezobowiązująco. Do siebie, do życia...

Życie jest fajne. Tylko czasami dajemy się ponieść emocjom, jakaś przykra sprawa zacznie nas kręcić nieco bardziej niż powinna, damy się wciągnąć w machinę, walkę. I czasem tak trzeba. Ale dobrze momentami spauzować, włączyć odpowiedni filtr, zdystansować się albo nawet zupełnie zapomnieć. Chociaż na godzinę, jedno popołudnie albo nawet dzień. Odświeżyć umysł, przeprać myśli, wyciszyć się. Podładować. Pozytywnie.




Patrzę na te zdjęcia i już mi lepiej.
Moi kochani, moi najbliżsi... 
Wiesz co? Tak naprawdę tylko to się liczy, tylko to warto zostawiać w sobie na dłużej, najlepiej na zawsze: miłość, bliskość, pozytywne emocje.

W perspektywie wieczności, cała reszta nie jest warta naszej uwagi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz