niedziela, 11 września 2016

NIE jestem Tobą!

Nie jestem Tobą, więc:

NIE mów mi, że każda ciężarna przestaje być wegetarianką i przechodzi na mięso. Nie czyń ze swoich przekonań prawd absolutnych i nie wymuszaj na mnie ich przyjęcia i wprowadzenia w życie. Martwisz się o moją dietę? Zaznacz to w inny sposób.

NIE wymagaj, bym wzięła urlop dziekański na ostatnim roku studiów tylko dlatego, że w sierpniu rodzę. To ostatni rok, będę miała zajęcia raz w tygodniu - dziecko przeżyje, wiesz?

NIE wymuszaj na mnie karmienia piersią. Bezwarunkowego. Tak, chcę karmić piersią. Tak, będę odciągała mleko w trakcie pobytu na uczelni. Tak, kiedy to nie wystarczy, podamy dziecku mleko modyfikowane. Nie, nie będę słuchała o tym, jak porównujesz taką sytuację do sytuacji maluchów z domów dziecka (bo obdarte z kontaktu z najbliższą osobą). Nie, nie wierzę, że więź matki z dzieckiem buduje się wyłącznie w trakcie karmienia piersią, że butelka - nawet z mlekiem mamy w środku - to egoizm i odbieranie dziecku bliskości.

NIE dokarmiaj mojego dziecka słodyczami za moimi plecami! Kiedy mówię "nie", wysłuchaj, a przynajmniej zachowaj w oczach mojego dziecka szacunek dla mnie jako rodzica. Jak mam budować swój autorytet, kiedy ja mówię "nie", a Ty zabierasz dziecko do pokoju obok i karmisz Kinder-czekoladą? (Bo zawiera "całą szklankę" mleka?) NIE wciskaj też słodyczy mojemu dziecku na siłę! Wyjaśnienie "bo może nie zauważył" nie jest żadnym wytłumaczeniem: jeśli słodycze są na stole, a moje dziecko wybiera suszoną żurawinę, która też na tym stole jest, to znaczy, że woli suszoną żurawinę! Moje dziecko ma oczy i samo wybierze ze stołu to, na co ma ochotę, nie musisz go dokarmiać!

NIE dosładzaj napojów mojego dziecka! Najlepsza jest dla niego woda - pozwól mi wykształcić u niego nawyk jej picia! Nie, nie przekonuje mnie argument o statusie ekonomicznym, że "nie jesteśmy biedakami, żeby wodę pić". To argumenty bzdurne, nastawione na konsumpcjonizm, nie mające nic wspólnego z rzeczywistym dobrem mojego dziecka. A jeśli już fundujesz mu cukier pod różną postacią, funduj potem wizyty u stomatologa, jasne?

NIE dosypuj soli do jedzenia mojego dziecka, zwłaszcza tego w słoiczkach! Nie smakuje Ci? Ok, ale przecież Ty tego nie jesz, prawda? Mojemu dziecku smakuje - nie potrzebuje recenzji Twoich kubków smakowych!

NIE mów mi, jak mam nazywać własne dziecko. Będę używała takich wyrazów, sformułowań czy zdrobnień, jakie mi pasują! Ja nie wymagam od Ciebie używania moich!

NIE wyręczaj się moim dzieckiem tylko dlatego, że sprawia Ci przyjemność pokazywanie innym, ile to ono potrafi. Nie udawaj więc, że nie potrafisz się schylić, by coś podnieść i ono ma to zrobić za Ciebie - albo zwyczajnie je poproś, albo podnieś samemu! Nie wymagaj od mojego dziecka, by pomagało Ci w domu, kiedy zostawiam je pod Twoją opieką! Anegdotki w stylu "My sobie kawę wypijemy, a zobaczysz! Mały John po nas posprząta!" nie robią na mnie wrażenia! Więcej: jestem wściekła!

NIE bij mojego dziecka - nic nigdy Cię do tego nie uprawnia! Nawet jego złe zachowanie w piaskownicy!

NIE pozwalaj mojemu dziecku na wszystko - noże, zszywacze (nawet bez zszywek) czy plastikowe śmieci w parku to nie są zabawki! Fakt, że moje dziecko wyciąga po nie ręce, bo jest nimi zainteresowane, nie znaczy, że ma je dostać do ręki, żeby zaspokoić ciekawość! Jeśli nabałagani - posprzątajcie razem, jeśli już nie chcesz, by sprzątało samo, bo to "odbieranie dzieciństwa". Tylko tak nauczy się odpowiedzialności za siebie, swoje rzeczy, działania i przestrzeń dookoła!

Ale przede wszystkim pamiętaj:

NIE jestem Tobą i mam odmienne poglądy na temat wychowania, żywienia i funkcjonowania zarówno siebie, jak i moich dzieci. Bądź asertywny i uszanuj moje zdanie, mamo, tato, teściowo, teściu, babciu, dziadku!

Już wykorzystaliście swoją szansę: przecież wychowaliście mnie lub Waszego syna na porządnego człowieka, który jest mądry i potrafi przekazać wartości swojemu dziecku. A jeśli uważacie, że gdzieś popełniliście kiedyś błąd, nie poprawiajcie go na moim dziecku - ono nie jest Waszym królikiem doświadczalnym czy sposobem na "spłatę wychowawczego długu"! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz