wtorek, 19 lipca 2016

unboxing: coodo

Uwielbiam ich. I pomysł, i oprawę graficzną marki, i wygląd ubranek (tak - ich "niekolorowość" również - jak zarzucali marce niektórzy), i sesję zdjęciową, wreszcie ich sposób pakowania paczek... Po prostu COODO. Wiecie, to wie się od razu. Niemal od momentu, kiedy odbiera się od kuriera przesyłkę. Trzymasz w rękach pudełko, które wita Cię słowami:



...potem otwierasz je i uśmiechasz się jeszcze szerzej. Bo ubranko schowano do bawełnianego woreczka z jednym z firmowych zwierzaków. Bo przewiązano je złotą wstążką. Bo zadbano o każdy detal, każdy szczegół...





  - nie udało mi się tego uchwycić na zdjęciu, ale ulotka informacyjna została wydrukowana na papierze, który miał w sobie złote mikrodrobinki - dosłownie połyskiwał, mienił się w świetle -


 - uwielbiam dbałość o detale: czy jeśli mowa o guzikach, czy jeśli chodzi o urocze wszywki (tych drugich teoretycznie mogłoby nie być, bo nie pełnią żadnej funkcji poza ozdobną czy - jeśli zna się logo lub "zwierzątka firmowe-domowe" - informacyjną, ale ich obecność dodaje ubranku +500 do ogólnej estetyki ;)) -




 - Dziennik małych wielkich rzeczy - wspaniały i wzruszający... Otwarcie tego pudełka wiązało się dla mnie z potokiem łez - to za sprawą listu, który twórcy Coodo umieścili wewnątrz w formie swoistej porady co do użytkowania tudzież instrukcji. Taki dziennik - rzecz niby zbędna, ale jak konieczna! Napiszę o nim osobny post, bo szkoda upychać wszystko w jednym miejscu - a ten niepozorny zeszyt zasługuje na oddzielny wpis... - 


Jeśli szukacie marki, która oferuje ekologiczne ubranka w wersji basic - mające w sobie skandynawskiego ducha (albo są nazywane polskim Gray Label), która dodatkowo rozpieści Was estetycznie - właśnie znaleźliście.

Coodo jest jak ich nazwa - COODOwne!

2 komentarze:

  1. Chyba też muszę coś u nich zamówić ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba też muszę coś u nich zamówić ☺

    OdpowiedzUsuń