piątek, 10 czerwca 2016

lady Babcia od savoir-vivre'u

Chcąc nie chcąc, przysłuchuję się czasem opiekunom różnych dzieci. Czy to w przedszkolu, gdy odbieram synka, czy na spacerze, czy w sklepie... W większości przypadków relacje są normalne, zdarza się jednak, że niektóre się wybijają i zwracają uwagę - i te, niestety, zapamiętuje się najczęściej.
Siedzisz wtedy, udajesz, że nie słuchasz (a jest wręcz odwrotnie, bo uszy nastawiły się właśnie na odbiór fal dźwiękowych z tamtego sektora; dobrze, że nie mamy tak rozwiniętych mięśni uszu jak psy - dzięki temu nie widać, że je nastawiliśmy) i rejestrujesz. Czasem uśmiechniesz się pod nosem, czasem nóż Ci się w kieszeni otworzy. Sytuacje są różne. Dzisiaj opowiem Wam o lady Babci od savoir-vivre'u.


Przedszkole popołudniową porą. Do budynku weszła kobieta: świetnie ubrana, zadbana. Krótkie włosy zafarbowane na kasztanowo, turkusowe espadryle na koturnie, fioletowa bluzka w delikatną łączkę. Zerkasz na twarz, którą pokrywa delikatna siateczka zmarszczek; to raczej nie mama, a babcia, ale babcia modna, dbająca o siebie.
Podbiegła wnuczka.
Lady Babcia: A co to za święto? Co to za okazja? Rajstopy? A dlaczego masz na sobie RAJSTOPY?
Rajstopy, trzeba dodać, czarne i kryjące, przypominające więc rajtuzy - pasujące zresztą do ciemnej spódniczki dziewczynki. Ponieważ wnuczka nie odpowiadała, lady Babcia dziwiła się dalej, oglądała małą, odzienie nóg podejrzliwie lustrowała wzrokiem i nadziwić się nie mogła. W końcu powiedziała:
Lady Babcia: Święto jakieś? No mów! Kto cię tak ubrał?
Wnuczka: Mama.
Lady Babcia (albo nie chcąca narzekać na własną córkę, albo synową): Aha, no tak, w końcu rano było chłodniej. Masz tutaj w ogóle skarpetki?
Wnuczka: Mam.
Lady Babcia: To daj, ubierzemy. [pod nosem:] Rajstopy, pfff! Co to, święto?
Wnuczka jednak skarpetek ani nie chciała przynieść, ani założyć, szczęśliwie więc temat niepasujących, bo założonych bez okazji rajstop został zarzucony. Lady Babcia spojrzała bowiem w górę.
Lady Babcia: Chodź no tutaj! Musisz wyglądać jak człowiek, przecież idziemy do sklepu...
I jęła czesać dziewczynkę, która wcześniej nie była znowuż aż tak bardzo rozczochrana - jedynie gumka leżała nieco luźniej, a kosmyki delikatnych, dziewczęcych włosów mniej sztywno okalały głowę.
(W tym momencie zastanawiałam się, co było nie tak z tymi rajstopami - skoro Mała miała wyglądać JAK CZŁOWIEK, bo szły DO SKLEPU, to chyba to odpowiednia OKAZJA, by wdziać rajstopy, czyż nie? Na pewno dziewczynka wyglądała ładnie, elegancko, ale może w lady Babci odezwał się syndrom macochy Śnieżki, co to nie mogła się nigdy pogodzić z wybuchem piękna w młodszym pokoleniu?)
Następnie, mocując się z zapięciem dziecięcych butów, lady Babcia relacjonowała wnuczce wyprawę do szewca. Traktowała w tym momencie małą jak swoją koleżankę, tzn. zupełnie nie zdziwiłabym się, gdyby takie słowa padły do kobiety starszej. 
Lady Babcia: Wiesz, zaniosłam dzisiaj te buty, co to mi się w nich pasek zepsuł, do szewca. Powiedział, że to nic poważnego i naprawa powinna zająć mało czasu...
Niby normalny temat, niby fajnie, bo rozmowa z dzieckiem "po dorosłemu" (czyli bez wymuszania dziecięcej tematyki, bez infantylizmów i tak dalej), ale... dziwnie. Ton kobiety taki, jakby rozmawiała z równą sobie, opowieść bardziej dla niej niż dla małej, która zresztą i tak nie wykazywała zainteresowania tym, co mówi babcia.
Po założeniu butów, lady Babcia rzekła: Idziemy. Co się mówi?
Wnuczka: Pa!
Lady Babcia (tonem przywołującym do porządku): DO WIDZENIA! A teraz otwórz mi drzwi i przytrzymaj...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz