czwartek, 9 czerwca 2016

kącik Lady Marion (czyli mała dziewczynka w dużym pokoju)

Ten post pojawił się pierwotnie na moim drugim blogu (o, TU) - było to 22 lutego. Dlaczego nie wspominałam o nim tutaj?
Z początku chciałam rozdzielić oba miejsca - żeby na blogu "rękodzielniczo-wnętrzarsko-inspiracyjnym" było mniej o rodzicielstwie, a jeśli chodzi o kreatywne projekty czy wszelkie DIY - tutaj miały pojawiać się co najwyżej odnośniki; chyba że tematyka dotykała dzieciaków w sposób wyraźny - wówczas dopuszczałam możliwość dublowania treści.
Dzisiaj będzie taki dubel właśnie. Post stary, ale "jary" - stan bieżący, który niedługo ulegnie zmianie, wobec czego z pewnym rozrzewnieniem przypatruję się tym kadrom. Niedługo kołyska powędruje do kolejnego maluszka, a Lady Marion otrzyma swoje pierwsze łóżeczko - na razie takie ze szczebelkami. Przed nami więc zmiany, tymczasem zerknijcie, jak jest...


Od kiedy dowiedziałam się, że będziemy mieć drugie dziecko, wiedziałam, że w kwestii przestrzeni są dwa wyjścia: albo zdążymy przenieść się do większego mieszkania (tym samym na starcie fundując córci własny pokój), albo urządzimy jej - przynajmniej na początek - kącik w dużym pokoju, obok nas.
Pokój Małego Johna na ten moment jest kompletny, tj. każdy kąt został wykorzystany i wolnych powierzchni  na dobrą sprawę brak. Próby wprowadzenia tam noworodka skończyłyby się na upartym - a przez to nie do końca szczęśliwym - upychaniu mebli czy zabawek.
Skoro, przynajmniej na początku, mała Marion i tak potrzebuje opieki przez całą dobę, nie widziałam najmniejszego sensu w odbieraniu synowi jego królestwa. Sytuacja rodzinna i tak zmieniła się u nas diametralnie, nie chciałam więc mu dokładać; wystarczy, że młodsza siostra zabrała część uwagi rodziców, nie musiała dodatkowo odbierać części życiowej powierzchni. 
Poza tym... Przy drugim dziecku zrobiłam się pewnego rodzaju minimalistką... Łóżeczko? A po co od razu łóżeczko! Kołyska, kosz Mojżesza - nad łóżeczkiem pomyśli się potem. Przewijak-mebel? Ale po co, tylko miejsce będzie zajmował, a tego w nadmiarze nie mamy... Kupiłam przewijak przenośny, materiałowy, na guzik. Gdy potrzeba - rozkładam go na kanapie, u lekarza, w gościach i mogę prowadzić wojnę z bronią biologiczną! Stojak na wanienkę i rozkładanie się z nią co wieczór? Co za marnotrawienie przestrzeni i dokładanie sobie roboty! Umywalka na ten moment zupełnie nam wystarcza!

Kącik Małej Marion usytuowany w dużym pokoju nie przypomina więc typowych kącików noworodkowych. Zabawek nie ma tu prawie wcale (bo i na razie w ogóle nie są potrzebne), są tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Kocyki, z których aktualnie korzystamy, przy kanapie (w nocy łóżku) torba z przybornikiem-kosmetyczką i przewijakiem, z poduszek jedynie Tweeddy, która służy mojemu kręgosłupowi w trakcie karmienia córki. Mogłabym oczywiście powyciągać śpiącą Lunę czy inne poduszki dla małej, tu i ówdzie rzucić maskotkę czy lalę, na półkach poustawiać księżniczkowe figurki od Djeco, ale... po co? Swoimi zakupami czy tworami zdążę się jeszcze pochwalić, nie ma potrzeby prezentować ich tu na siłę. Jedynie sznur "cottonków" przywędrował wraz z koszem Mojżesza do dużego pokoju, by zamieszkać tam wraz z nowym członkiem rodziny.

Stan prezentowany poniżej to stan codzienny, bez specjalnego sprzątania, ozdabiania... Szykowania sesji zdjęciowej. Czyli podobno tak, jak czytelnicy chcieliby widzieć świat blogerów: naturalnie, bez kłamliwego upiększania. Naga rzeczywistość!





Małej Lady Marion pilnuje nie byle kto, ale sam Obi Wan Kenobi! (Niech moc czuwa!)








Drugą część przestrzeni, którą mała Marion zajmuje najczęściej, stanowi kanapa. Poduszki i koce są tu koniecznością - pierwsze wspierają mnie podczas karmienia, drugimi otulam to siebie, to małą.




Gdy wróciłam z córką ze szpitala, czekała na mnie brązowa paczuszka z niedźwiedzią mordką. W środku znalazłam trzeci numer magazynu "Fathers" i płócienną torbę (prezent dla prenumeratorów), do której od razu powędrowały przwijak, tetry i kosmetyczka z kosmetykami i pieluszkami małej. Gdy tylko Marion zasnęła, a Mały John zajął się zabawą z tatą, ja - otulona kocem i z herbatą w ręce - oddałam się lekturze. Rodzicielstwo oczami ojców? Inspirujące!



 

 


A gdy zapada zmrok...



8 komentarzy:

  1. U nas też na początku w zasadzie aż do teraz (14 miesiecy) Maluch zajmuje salon ;) Dopiero za kilka tygodni będzie miała swój pokój. Muszę przyznać, że odliczam już czas do jej przeprowadzki ;) Aktualnie opanowała cały pokój i całkiem jej z tym dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to z maluchami bywa :P Ach, pamiętam to panoszenie się wszędzie (niemalże z hasłem "Jam panem tego domu!!!" wymalowanym na czole :P)... W sumie synkowi do dzisiaj trochę z tego zostało, bo uwielbia przynosić do nas multum swoich zabawek, przez co jego pokój jakby pączkował - w miejsce jednego (ilości wystarczającej :P) pojawiają się dwa albo trzy - jeśli zabawki zajmują dodatkowo kuchnię lub łazienkę... Oooooch.

      Heh, z Małą Marion też tak chyba będzie - tzn. łóżeczko ze szczebelkami zajmie miejsce kołyski, więc coś czuję, że te 14 miesięcy jak u Was to całkiem realny okres czasu :P
      Nie dziwię Ci się, że odliczasz ;D Jak ja odetchnęłam, kiedy mogliśmy pozbyć się z pokoju dziennego zabawek synka! Podział przestrzeni jednak jest potrzebny - zapewnia pewnego rodzaju spokój duszy rodzica... :P (Nie ma przyzwolenia na ekspansję - nie ma! :P)

      Usuń
  2. Przytulnie u Was, piękny kosz! Mogę spytać skąd i za ile? Miałam właśnie szykować taką przestrzeń na wrzesień....nie udało się, Aniołek poszedł w swoją stronę...ale mam nadzieję, że za niedługo znów będę "w temacie" i na pewno skorzystam z Twoich rad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Kosz miałam przyjemność pożyczyć od koleżanki ze studiów - kochana wyczytała na FB, że mam zamiar taki sobie sprawić i pospieszyła z pomocą. (Jak dobrze, że istnieją na świecie Dobre Dusze!)
      Co do cen, wcześniej rozglądałam się za koszami i chyba najlepiej cenowo wypadały używane, np. na olx (tu trzeba już poszukać, czasem cena wyższa, czasem nie ta jakość, ale można upolować fajny już za 50 złotych). Co do nowych różnie: od 150, 200 złotych do nawet 800... Mnie oczarowały te od Numero 74, ale cena... Ech, niby dokładają do tego swój śpiworek (piękny, przyznać trzeba ;)), ale mimo wszystko...

      Trzymam kciuki za Was, kochani moi :* Przytulam wirtualnie (ze mnie przytulaska taka, wybacz, jeśli się spoufalam za bardzo ;)) :*

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź i wskazówki, znów nam błysnęła iskierka nadziei (czyt. dwie kreski). A nie spoufalasz się wcale, znamy się osobiście ciut :) pamiętam ledwie rocznego, chyba, Johna z urodzin wspólnej znajomej, dzięki której trafiłam jakiś czas temu na bloga. Ciągle mam za mało czasu żeby poczytać porządnie :(

      Usuń
    3. Och! Trzymam kciuki!

      Jaki ten świat mały! :D
      Oj, ja też cierpię ciągle na brak czasu... Szkoda, że nie można rozciągnąć dobry :P

      Usuń
  3. Znów zaglądam do tego wpisu, bo brzuszek rośnie, a mieszkanie nie chce. Jak radziliście sobie z życiem codziennym (zwłaszcza wieczorami), gdy Lady Marion już spała? Nasza starsza Córka była od początku w sypialni, która z czasem stała się jej pokojem, my wyemigrowaliśmy na kanapę do salonu. Miśkę można więc było położyć i wyjść oddając się pozostałym obowiązkom do momentu wezwania....a gdy zagości Maluch Młodszy...pranie, prasowanie, czy nie daj Bóg, kawałek lektury, czy program w TV, da się to w ogóle zrobić? Nie chcę być wścibska, ale życie w konfiguracji 2+2 w dwóch pokojach mnie lekko przeraża.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, przepraszam, że odpisuję tak późno, dopiero teraz zauważyłam ten komentarz!
      Myśmy z Marion mieli na początku dużo spokoju - w dzień bardzo dużo spała, w nocy robiła nam czasem maratony po 3 godziny (na zmianę kupa-karmienie-znów kupa i karmienie), ale gdy spała - spała, więc nie było problemu z codziennymi czynnościami. Śmialiśmy się, że po uspaniu syna możemy nawet w spokoju cały film obejrzeć ;) jej obecność obok w ogóle nie przeszkadzała. Teraz (ma prawie 11 miesięcy) jest ciężej, bo ona ząbkuje i nie chce zasypiać razem z bratem ok. godz. 20, jak ich kładziemy, tylko czasem robi dłuższe nasiadówy, ale jak zęby się uspokajają, jest ok... Ogólnie jest ok :) Największy problem mam na razie z wymyśleniem miejsca na choinkę xD ale innych - nie ma :) (Wcześniej bałam się, jak to będzie z urodzinami np. czy jakimiś imprezami tego typu - kiedy będą u nas goście, a dziecko będę chciała położyć... Ale i to nie było problemem, bo Marion albo zasypiała, albo pełna wrażeń bawiła się z gośćmi i ani myślała się kłaść ;) więc ani razu nie było problemu ;))
      Nie martw się, nie jesteś wścibska ;) Ja też miałam wątpliwości na początku, ale teraz przynajmniej już coś wiem o układzie, na który się zdecydowaliśmy :)

      Usuń