poniedziałek, 13 czerwca 2016

cytat miesiąca (czerwiec 2016)


Zrezygnuj z deadline'ów, presji i jakichkolwiek oczekiwań wobec dziecka.
  Emilia Przybył, mamadu.pl (źródło)


Tekst, z którego cytat przywołuję, dotyczy co prawda sadzania na nocnik (Polecam temat szerszej lekturze!), przywołane przeze mnie słowa można jednak potraktować szerzej.

Pamiętam presję otoczenia, żeby 1,5-letniego Małego Johna sadzać na nocnik. "Duży jest, nie powinien już robić w pieluchę", słyszałam. Opiniom towarzyszyły - a jakże! - opowieści o córce/synku/wnuczku/siostrzenicy/kuzynce krewnych i znajomych królika, którzy albo w wieku wspomnianego 1,5 roku (Albo wcześniej!) zaczęli korzystać z plastikowego wu-cetu.
Tak - kupiłam wtedy nocnik. Tak - zaproponowałam synkowi pierwszą "nasiadówkę". John zlustrował wzrokiem nowy przedmiot i stwierdził, że... nie chce. Moja reakcja? OK! Od tego czasu nocnik stał w łazience, a ilekroć młody przypałętał się tam za mną, mimochodem wspominałam, czym jest i do czego służy to takie nowe (coraz starsze) w kącie. A kiedy po ok. pół roku synek zaczął sam dostrzegać sytuacje, gdy chce mu się sikać... wykorzystaliśmy sytuację i rozpoczęliśmy od nowa naukę "nocnikowania" - tym razem z pozytywnym nastawieniem głównego zainteresowanego. Wniosek? Na nocnik przyjdzie czas, właściwa pora. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że nie ma na świecie dorosłego, który nie wyrósłby kiedyś z pampersów! ;)

Marion kończy dzisiaj pięć miesięcy. Według nieaktualnego już modelu żywieniowego, powinnam zacząć podawać jej pierwsze obiadki, kaszki i tym podobne - ten nowszy przesunął granicę o miesiąc - obecnie zaleca się, by niemowlęta do pół roku piły jedynie mleko mamy (dopuszcza się podawanie łyżeczki kaszki z glutenem, by do niego powoli przyzwyczaić i/lub obserwować reakcje organizmu dziecka). Ale nic to, bo i tak słyszałam już kilka razy, czy mała jadła pierwszą marchewkę lub kaszkę... Na moją odpowiedź, że nie, znów argumentacja, że przecież to "ten" wiek, że to "ten" moment, że na kaszkach jest przecież czarno na białym "od 4 miesiąca"... A ja uśmiecham się łagodnie i tłumaczę, że owszem, jest, ale nowe zalecenia...
Dzisiaj kupiłam córci pierwsze słoiczki. Marchewka, dynia, brokuł. Nie dlatego, że się ugięłam i postanowiłam żywić ją według modelu, którego trzymałam się przy rozszerzaniu diety Małego Johna cztery lata temu. Kupiłam je dlatego, że ząbkowanie utrudnia jej picie mleka, że karmienie stało się ostatnio walką z napuchniętymi dziąsłami, krzykiem... Jeśli jest taka możliwość - do pół roku wyłącznie pierś. Ale jeśli to nie zdaje egzaminu, nie wystarcza, można rozszerzać dietę wcześniej - np. od tego piątego miesiąca. Ale nie poddaję się - może laktator pomoże!

Podobnie rzecz się miała z mówieniem Małego Johna, przewracaniem się na boki Lady Marion... "A kiedy?", "Czy już?", "Bo to TEN czas!", "Bo już powinien/powinna!" Ciągłe sprawdzanie, kontrolowanie, porównywanie... Pytania, dlaczego jeszcze nie, czy aby nie dzieje się coś złego, przecież inne dzieci...
Ech.

Dajmy naszym dzieciom spokój.
I tym, które są przedmiotem zainteresowania, i tym, które wydały je na świat. I jedni, i drudzy mają bowiem serdecznie dość tych odwiecznych dociekań, z których i tak nic dobrego nie wynika. Dlaczego? Bo każde dziecko jest inne i rozwija się w swoim tempie. Każde ma inny temperament - jedne może być nieśmiałe i nie chcieć od razu mówić wszystkiego - są maluchy, które zaczynają się odzywać dopiero wtedy, gdy potrafią wypowiedzieć się całymi zdaniami. Niczego im nie brakuje, nie są gorsze od innych - są inne. Bez negatywnego nacechowania.

Nim zaczniesz więc dociekać (nie mam tu na myśli zwykłego, dobrodusznego pytania), przypomnij sobie, jak się czułaś, gdy rodzice porównywali Twoje wyniki w nauce do postępów X czy Y. Jak wspominali, że jesteś już w takim wieku, że powinnaś... blablabla. Fajnie było? Miło? Pomogło Ci to w czymś? Zmotywowało czy może zawstydziło lub zdenerwowało? No. To teraz idź dalej i nie grzesz więcej ;).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz