poniedziałek, 30 maja 2016

szukamy mamy

Obchodzimy dzisiaj Dzień Rodzicielstwa Zastępczego i to trochę przy tej okazji w mediach pojawił się spot Szukamy Mamy nakręcony przez SOS Wioski Dziecięce. Spot, który mnie poruszył i sprawił, że po raz kolejny przeklinałam własne hormony i jednocześnie cieszyłam się, że moje poranki zostały przy Lady Marion wydłużone - bez nałożonego na twarz makijażu nie musiałam się obawiać, że ciemny tusz będzie mi spływał po twarzy, kreśląc szarawe smugi na policzkach.

Dzieci szukają Mamy:




Szukają mam zastępczych, i to do nich kierowane są padające pod koniec słowa, ale potraktować je można szerzej... Wiecie co? Ten spot przypomniał mi moje własne emocje, moje wątpliwości i strach, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży z Małym Johnem, kiedy wiedziałam, że wchodzę w przygodę, a jednocześnie obawiałam się jej jak zupełnego nieznanego, które będzie mi ofiarowało wszystko: łzy i śmiech, wściekłość i niewyobrażalną radość... Całe spektrum doświadczeń, na które byłam jedynie częściowo przygotowana.

Bałam się. Bałam się, że sobie nie poradzę. Stwierdziłam wtedy - trochę na przekór sobie, ale uznałam, że jedynie takie myślenie mnie uratuje - że skoro się boję, że skoro mam wątpliwości, czy dam sobie radę - dam. Będę szukać, będę czytać, będę dojrzewać i uczyć się. Nie osiądę na laurach i nie uznam, że jestem rodzicem, który pozjadał wszystkie rozumy, bo... jest rodzicem. Bo jest starszy, bo "dorośli mają rację" i "władzę", bo "dorosłych się słucha". Swoje rodzące się powoli rodzicielstwo potraktowałam jak wyzwanie - głównie dla samej siebie. Codzienne starać się być lepszą niż dzień wcześniej.

Tak, boję się dalej - będąc mamą po raz drugi. Jest mi już łatwiej, więcej wiem, bo czegoś już doświadczyłam, bo z czegoś wyciągnęłam lekcje i wnioski. Ale wciąż są momenty, kiedy daję sobie w twarz, kiedy wyzywam siebie w myślach, kiedy nie potrafię usnąć, bo powiedziałam kilka słów za dużo, bo straciłam nad sobą panowanie, bo nie byłam taką Mamą, jaką chciałabym być... Ale nie pozwalam sobie na długie użalanie się, na pochylanie głowy i czekanie, aż mnie ukamienują. Muszę być silna, muszę wziąć się w garść. Zawiodłam, ale nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. Nie mogę się poddawać, stawka jest zbyt wysoka. 

Podnoszę się, przytulam wszystkie dzieci (to drzemiące we mnie również), przepraszam i - to ważne! - wybaczam sobie. Każdy dzień to nowe wyzwania. Nie zawsze będę miała dość sił, żeby spełniać się na sto procent, ale kto zabroni mi spróbować następnego dnia?


Jeśli więc boisz się, masz wątpliwości, czy sobie poradzisz - nie martw się. To najlepszy znak z możliwych: sygnał, że przejmujesz się rolą mamy, że Ci na niej zależy, że w razie czego - najpewniej się nie poddasz.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz