piątek, 13 maja 2016

barwy wojenne

Walczę. Mogłabym dać sobie spokój, odpuścić, ale nie chcę. Jasne, są chwile (czasem nawet dni), kiedy wymiękam, poddaję się. Trwa to jednak stosunkowo krótko, a i jest porządnie umotywowane, usprawiedliwione wewnętrznie, więc nie czyni wyłomu w ogólnym planie bitewnym; stanowi taki chwilowy odpoczynek, momentami konieczny dla złapania tchu.

Dbanie o siebie.
Dbanie o siebie mamy.

Toczysz bój o siebie, o swoje dobre samopoczucie, wreszcie o szczęście swoje i własnego dziecka (Znasz powiedzenie, że szczęśliwa mama to szczęśliwy maluch?).

Kim jest wróg? To Rozleniwienie, Rezygnacja z siebie w imię dziwnie pojętych wartości wyższych. Czyli czego? Opieki nad dzieckiem? Ofiarowania mu się całkowitego? Istny heroizm, doprawdy, szkoda jednak, że bezsensowny.
Bo wyobraź sobie, że od narodzin dziecka rzadziej myjesz głowę, malujesz się, częściej za to zakładasz na siebie cokolwiek, najczęściej przysłowiowy dres, co by najwygodniej było. Kawę pijasz zimną (w najlepszym przypadku letnią), czasem nawet nie siądziesz do spokojnego śniadania, ale coś tam przekąsisz w biegu. Bo dom, bo dziecko, bo brak czasu...
No właśnie. To nie o brak czasu tu chodzi - to nie on jest Twoim wrogiem. To Lenistwo tudzież wspomniane Danie za wygraną. O ile bowiem w pierwszych dniach życia dziecka faktycznie opieka nad nim pochłania ogrom czasu (a po porodzie sił jest mniej, samopoczucie na tyle uśrednione, że w sumie wygodniej poleżeć dłużej w łóżku z maluchem niż gnać do łazienki fluid nakładać - przecież wiadomo), o tyle później Twoim obowiązkiem, droga Mamo, jest wziąć się za siebie! Wygospodarować dla siebie przynajmniej kwadrans (Totalne minimum!) w ciągu dnia - na cokolwiek: wypicie w spokoju ciepłej herbaty czy kawy, obejrzenie ulubionego serialu, doczytanie książki (To akurat można zrobić, usypiając dziecko, więc mamy 2in1 - ha!), niespieszne umycie się w zaciszu domowego SPA, szycie, rysowanie... cokolwiek. Fakt, że zostałaś mamą i jesteś współodpowiedzialna za małego człowieka (nie zapominaj, że właśnie "współ-" - niech tata też go czasem przebierze, utuli do snu, pójdzie z nim na spacer, by dać Tobie odetchnąć), nie znaczy, że Ty sama przestałaś istnieć czy jesteś mniej ważna. Tylko zadowolona z życia i z samej siebie kobieta wychowa szczęśliwe dziecko - jak i ona czerpiące radość z codzienności i znające swoją wartość, własne granice, których będzie strzegło.

Dlatego przyoblekam się w barwy wojenne: nakładam na twarz podkład, maluję rzęsy, przeczesuję umyte włosy i - czując się zwyczajnie dobrze, świeżo - nabieram sił do zmagań z kolejnym dniem. O wiele przyjemniej wyjść wtedy z oseskiem na spacer czy starsze odebrać z przedszkola. O wiele sympatyczniej kołysać do snu niemowlę, gdy nie trzeba drapać swędzącej, nieumytej skóry głowy. O wiele szerszy uśmiech ślę mężowi, który ślepy nie jest i zauważa, że wciąż jestem jego żoną, nie tylko całodobową matką.

Niedługo Dzień Matki. Pomyśl więc o sobie, Kobieto. Nie o tym, co możesz sobie kupić albo podarować własnej mamie. Nie o laurkach, które zrobią dla Ciebie dzieci (chociaż takie podarki są najsłodsze). Podaruj sobie czas - chwilę wyłącznie dla siebie. Żebyś miała odskocznię - coś, co pozwoli Ci funkcjonować poza macierzyństwem - bo jak dzieci wyjdą z domu, co ze sobą poczniesz całodobowa rodzicielko bez własnego życia?
Hmmm?




***


Czasem bywa i tak: zdążysz umyć głowę, szczerząc się z satysfakcji i pięciu minut wygospodarowanych przy śpiącym niemowlęciu, w szale "co-ja-jeszcze-mogę-ile-ja-zrobię-ojacie!-ojacie!-ile-ja-mam-czasu!" zaczniesz sprzątać w kuchni i wtedy... Płacz oseska. Nie ma makijażu, matka! Nie ma suszenia nierozczesanych kudłów! Do mnie przybiegaj: już, natychmiast, w tej chwili!!!

Biegniesz więc. A wyglądasz mniej więcej tak:


Najlepsze, co możesz wówczas zrobić, to wziąć jakąś fikuśną spinkę i - chociaż na moment - utemperować rozbiegane pasma włosów, uporządkować chaos, który zapanował na głowie. Zrobić coś dla siebie właśnie tak: z przymrużeniem oka! Bo przecież wiesz, że jak już głowę dałaś radę umyć to i - Łochoooo! - zdążysz i resztę. A niech ktoś spróbuje w międzyczasie Rozczochraną Matkę Małego Dziecka oceniać! A wstyd! A nieładnie! A won mi stąd! ;>



(Spinkę podebrałam Lady Marion. Tylko psssst! Nie zdradźcie mnie, ok? ;))
Takie cuda produkują Kollale, mon amour:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz