wtorek, 22 września 2015

wyprawka (2) - kosz Mojżesza


Szum fal kołysze do snu. Delikatny szelest sitowia to nucona przez Boga kołysanka. Mały Mojżesz śpi w koszu, okryty białą pieluszką...


Wymyśliłam sobie, że Fasolek w pierwszych miesiącach życia będzie spał w koszu Mojżesza. Tzn. nie tyle ja sobie wymyśliłam - tak samodzielnie, zupełnie od podstaw - co podpatrzyłam na Instagramie. Niemowlęta w tkanych koszach, otulone kocykami czy tetrami, wyglądały uroczo. Do tego względy praktyczne: sięgasz za uchwyty i już możesz przenieść się z maluchem do innego pomieszczenia. Bez przerywania drzemki pociechy, bez martwienia się o bezpieczeństwo.

Dlaczego uparłam się na kosz Mojżesza (mąż już został uprzedzony) i dlaczego to mój wyprawkowy "must have"?

Wprowadzanie łóżeczka ze szczebelkami wiązałoby się w naszej sytuacji z całkowitą reorganizacją miejsca. Pokój Małego Johna jest w pełni wyposażony (czyt. wszystkie kąty i kąciki są już czymś zajęte, najczęściej czymś potrzebnym, czego nie da się zwyczajnie "zwinąć" czy schować), przemieszczanie czegokolwiek wiązałoby się z szeregiem rozwiązań logistycznych. W dużym pokoju, w którym śpimy my - rodzice - również na łóżeczko nie ma miejsca, poza tym wiadomo, że w pierwszych miesiącach życia dziecka najwygodniej, by maluch był "pod ręką" - na nocne karmienie, przewijanie i tym podobne. Nie ma sensu od razu wprowadzać go do pokoju starszego brata, skoro i tak na noc prawdopodobnie lądowałby z nami w łóżku.
Kosz Mojżesza wydał mi się rozwiązaniem idealnym: nie tylko będę miała Fasolka zawsze obok siebie (w nocy będzie spał przy naszym łóżku, w ciągu dnia będę chwytała za rączki kosza i przemieszczała się razem z nim w zależności od potrzeb - dzięki temu, mam nadzieję ;), będę mogła np. zrobić sobie spokojnie kawę czy obiad), ale nie będę bała się o jego bezpieczeństwo - z takiego kosza raczej nie wypadnie (niemowlęta nie wiercą się aż tak bardzo), a i będzie otulone, dzięki ciaśniejszej przestrzeni samo będzie czuło się bezpieczne, umoszczone w takiej trochę bardziej wypasionej wersji brzucha mamy ;).

Zobaczcie, jak to wygląda:


źródło
źródło
źródło

Kilka zdjęć z profilu @mamawatters (który pokazywałam Wam jakiś czas temu w ramach cyklu Życie do kwadratu):


źródło
źródło
źródło

Plus kilka ujęć od @livinglifesmoments (również prezentowałam profil w ramach Życie do kwadratu - post pojawił się na blogu w miniony czwartek ;)):


źródło
źródło
 
źródło

A potem?
Potem się zobaczy.
Szukamy większego mieszkania, więc jest nadzieja, że Fasolek dostanie swój pokój i problem z miejscem się rozwiąże.
A jeśli nie (oby jednak wypaliła druga - tzn. pierwsza ;) - opcja, pleeeaaase! ;>), wtedy będziemy myśleć nad zmieszczeniem pociech w jednym pokoju. Na razie... Kosz Mojżesza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz