sobota, 15 sierpnia 2015

teatrzyk Kukbuk-a


W typowo letnią pogodę, gdy duszno, a do mieszkania z każdej strony próbują wedrzeć się nachalne promienie palącego słońca, najchętniej rozkładam się na kanapie, popijam wodę źródlaną i oddaję się lekturze.

Ostatnio padło na magazyny kulinarne: pomidorowy "Smak" oraz wydanie specjalne "KUKBUK-a" (bo "Usta" już dawno przejrzane leżą ;)). Podtytuł "rodzina" kusił mnie, kusił... W megastorze przekartkowałam pismo i rzuciłam sobie w myślach szybkie: "Biorę!" Słowo to padło mniej więcej w momencie, w którym moje palce natrafiły na twardą wkładkę z pacynkami do wycięcia i wspólnej zabawy z dzieckiem...


W domu szybko okazało się (mniej więcej po sklejeniu dwóch postaci), że łatwiejsze do animacji będą kukiełki. Pobiegłam do kuchni i przyniosłam słomki do napojów, które za pomocą taśmy klejącej przytwierdziliśmy z synkiem do pleców naszych aktorów. Potem pozostało tylko przygotować prowizoryczną scenę z serwetki rozciągniętej na ramie łóżka i... zapraszamy do teatrzyku Kukbuk-a! ;)

(Wy też możecie zrobić sobie takie kukiełki: wystarczy na grubszym papierze albo tekturze wyrysować postaci, wyciąć je, a do ich pleców przykleić słomki do napojów. To wszystko! :))









"KUKBUK rodzina" mnie zauroczył: nie tylko zawiera wiele "normalnych" przepisów (na ciasta z owocami, napoje idealne na lato czy dania obiadowe dla dużych i małych; M.J. poszukiwał receptur, za które powinnam się zabrać ;)), ale i wartościowe teksty o byciu razem, o cieszeniu się z bliskości. W numerze znalazłam też perełkę: artykuł Jespera Juula - mojego "guru" w sprawach wychowawczych. W tekście "Dzieci, obiad na stole!" wyjaśnia, jakie błędy popełniamy przy stole, w trakcie wspólnego posiłku, który powinien być przyjemnością, smakowaniem przebywania ze sobą nawzajem. Zbyt często próbujemy pilnować dziecko, zaglądamy mu w talerz, właściwie zniechęcamy do jedzenia swoją natarczywością... Nie mówiąc o wywlekaniu "ważnych" tematów, co może prowadzić do kłótni i do ucieczki naszego apetytu... Jak to stwierdziłyśmy z mamą, rozmawiając wieczorem: przy stole rodzinnym rodzą się najlepsze wspomnienia, najpiękniejsze chwile spędzone razem. Rozłożona planszówka, karty... Jakieś przekąski, śmiechy i chichy... Kiedy nie jesteśmy skupieni na zjedzeniu wszystkiego do "ostatniej łyżki" czy na tym, żeby siedzieć prosto, żeby koniecznie pomówić o tym, co słychać w szkole albo o innych niezwykle "ważnych" w tej chwili kwestiach... Kiedy pozwolimy sobie na luz i zwyczajne bycie razem - takie po prostu - ten stół lub posiłek będzie jednoczył.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz