środa, 12 sierpnia 2015

Rodzicu: nie kłam!


Z różnych wskazówek, porad czy mądrości wychowawczych wyczytanych w trakcie ciąży i po porodzie Małego Johna, w pamięć zapadło mi kilka, szczególnie jedna: nie oszukuj dziecka. Nie kłam. Jeśli czegoś nie wiesz: przyznaj się do tego. Jeśli zrobisz coś nieodpowiedniego: przyznaj się do błędu i wyjaśnij, że te zdarzają się każdemu. Jeśli np. pijesz alkohol: nie udawaj, że to soczek. Zwyczajnie: nie oszukuj. Dziecko głupie nie jest, potrafi odróżnić fałsz od prawdy, a nawet jeśli nie w każdym przypadku - jak z tym alkoholem - co zrobisz, gdy zechce zweryfikować Twoje słowa?
Dziecko Cię obserwuje i w ten sposób uczy się wiele - jeśli nie najwięcej - o tym, jak postępować w życiu, w relacjach z innymi osobami. Uczy się od Ciebie. Jeśli więc nie chcesz, żeby samo naginało prawdę - bo akurat mu tak wygodnie - sam(a) nie rób tego samego.

Dzisiaj byłam świadkiem rozmowy, która wytrąciła mnie z równowagi i zmusiła do wyzwania w myślach pewnej matki.

Przechadzam się między wieszakami w jednym ze sklepów odzieżowych. Przeciskam się obok wózka z - na oko - dwuletnim chłopcem, którego pilnuje starsza dziewczynka. Gdzieś niedaleko krząta się kobieta; ogląda koszulki, dotyka materiału, sprawdza ceny. Ponieważ obie błądzimy na tym dziale, obie wędrujemy od wieszaka do wieszaka, gdy nagle słyszę głos dziewczynki:
 - Mamo!
 - Oglądam - odpowiada kobieta.
Chwila ciszy, którą mąci przejście matki do kolejnego wieszaka.
 - Ale mamo!
 - Co znowu chcesz ode mnie!? - Słychać zniecierpliwiony głos.
 - Przecież powiedziałaś, że najpierw pójdziemy tam [tutaj pada nazwa sklepu, do którego - zgodnie z życzeniem dzieci i wcześniejszą umową, trójka miała skierować swoje kroki]! Że tylko tam pójdziemy!
Reakcja matki na argumentację dziecka? Wściekłe i ignoranckie (kobieta nawet nie podniosła wzroku znad trzymanego wieszaka):
 - Możemy w ogóle nigdzie nie iść, jak ci się nie podoba!

Co się wydarzyło w trakcie tej krótkiej wymiany zdań?
Matka okazała córce (dzieciom, ale przede wszystkim córce) zupełny brak szacunku i poszanowania godności dziewczynki jako człowieka. Zignorowała własną obietnicę (A może rzuciła ją tylko z wygody, dla "świętego spokoju"?) i udowodniła, że to ona ma władzę w tej relacji, że to ona stoi na pozycji silniejszego, że należy jej słuchać zawsze i wszędzie, że "dzieci i ryby głosu nie mają".
Córka zobaczyła natomiast, że dorośli - ci, którzy wymagają, stawiają granice, są "mądrzejsi", bo starsi - oszukują, kłamią, nie dotrzymują obietnic. Że nie warto ich słuchać, bo na ich słowach nie można polegać, że one nic nie znaczą, są puste (jak obietnice). Że jak się jest dorosłym, jest się silnym, bo... jest się dorosłym. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że w przyszłości dziewczynka podobnie będzie się zachowywać - przecież jako starszej będzie jej wolno, prawda? W końcu mama - wzór do naśladowania - robi tak samo, czyż nie?

Istnieją dzieci, które w trakcie dojrzewania odkrywają, jakie błędy popełniają (czy popełnili wcześniej) ich rodzice i są w stanie zmienić swoje zachowanie, pozbyć się negatywnych wzorców. Często jednak te są nieuświadomione i - przy zabieganiu, w nerwach - wychodzą i zostają powielane... Z pokolenia na pokolenie - jak czarny testament, piętno czy rodzinna klątwa...

Szanuj swoje dziecko. Traktuj je z godnością - to nie jest półczłowiek czy mikroczłowiek: to człowiek w pełnej krasie, kompetentny jak na swój wiek. A w przypadku konfliktów to przede wszystkim my - dorośli - powinniśmy okazać naszą dojrzałość i mądrość, nie dziecko, które jeszcze nie wie tego, co my, które przez pierwszych kilka lat reaguje intuicyjnie i emocjonalnie, bo tak jest skonstruowany człowiek.

Powyższa rozmowa, choć dziś mnie zniesmaczyła, przyznaję: nie należy do rzadkości, bywa traktowana jako coś zupełnie normalnego. Ot, matka chce zrobić zakupy, dzieci jęczą. O co tyle krzyku?
Wystarczy jednak nieco zmienić aktorów i odbiór sytuacji przez dorosłych (kieruję te słowa głównie do kobiet, bo też matki najczęściej spędzają czas z dziećmi, zwłaszcza na zakupach ;)) wygląda całkiem inaczej:

Para jest u jubilera. Kobieta pokazuje pierścionek, który się jej podoba.
Ona: Może ten?
On: Nie.
Ona (po chwili ciszy, gdy znalazła coś innego): A może ten?
On: nie.
Ona (z wyrzutem): Przecież mówiłeś, że będę mogła sobie wybrać, co będę chciała!
On: Mogę ci w ogóle niczego nie kupić, skoro ci się nie podoba!

czy:

Para wybiera się na kolację. Mężczyzna prowadzi kobietę do pubu albo fastfoodu.
Ona: Mówiłeś, że pójdziemy na romantyczną kolację... Do restauracji...
On: Możemy w ogóle nigdzie nie iść, jak ci się nie podoba!

To tylko przykłady, wymyślone na szybko, ale i one są bardzo życiowe, co pokazuje, że często nie szanujemy siebie nawzajem. Niezależnie od tego czy jesteśmy dorosłymi, czy dziećmi. Tylko nie żądajmy wówczas szacunku od innych - bo nie mamy wtedy do tego żadnego prawa.


___________
rozwiązanie
Wyjście z powyższych sytuacji - pokojowe, z szacunkiem dla obu stron - wcale nie jest trudne czy "z kosmosu". Wystarczyłoby, żeby mężczyzna powiedział:

To prawda, tak mówiłem. Ale nie sądziłem, że spodobają ci się takie drogie... Zwyczajnie mnie na nie nie stać, dlatego mówię "nie"... Słuchaj, może zrobimy tak: kupię ci tańszy (jeśli jakiś ci się spodoba) albo będę oszczędzał na ten pierwszy, który pokazałaś, dobrze? Tylko kupimy go wtedy później...

lub:

No tak, tak mówiłem... Ale wiesz, nie mam dzisiaj ochoty na restaurację, powagę i tym podobne... Chciałbym coś luźniejszego... Co nie znaczy, że nie może być romantycznie! Będziemy przecież razem, prawda? (plus rozbrajający uśmiech ;))

A w przypadku pierwszej sytuacji - tej ze sklepu - mama mogła powiedzieć:

Oj, masz rację, Kochanie, przepraszam... Ale pomyślałam, że może mają jakieś promocje jeszcze i rzeczywiście: może uda się znaleźć dla was jakieś ładne rzeczy? Na przykład ta koszulka... Co o tym myślisz, Córcia?

Bez krzyku, bez zdenerwowania, bez argumentów władzy, bez pokazywania, kto jest silniejszy, za to z szacunkiem dla słów własnych i dla drugiego człowieka, z wyjaśnieniem własnych racji, z zaproponowaniem innego rozwiązania, pójściem na kompromis... Można? Można!

2 komentarze:

  1. Ech, zacznijmy od tego, że z dzieckiem nie powinno się chodzić do takich"dorosłych" sklepów. To dla niego tylko męczarnia. Ale ja wiem, nie zawsze ma się z kim i gdzie zostawić, czasami trzeba. Ale ta matka rzeczywiście dała czadu. Chociaż... jak zrobiłam rachunek sumienia to doszłam do wniosku, że i ja czasami używam podobnych tekstów, ale w innym kontekście. Mój młody ma w zwyczaju oglądanie bajek przed zaśnięciem. Codziennie 2 odcinki na dobranoc. I często tuż przed odpaleniem bajek toczy się dyskusja.
    - Mamoo, a może dziś obejrzymy 5 odcinków?
    - Nie.
    - A chociaż 4?
    - 2, jak zwykle.
    - No to może 3?
    - Jak nie chcesz to możemy wcale nie oglądać ;)
    Ale wydaje mi się, że w tym wypadku taki tekst jest choć ciut usprawiedliwiony ;)

    Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, masz rację ;) Usprawiedliwione, a jakże! ;)

      Kobitka była w Reserved na dziale dziecięcym, więc jej bycie z dziećmi może było też przez to jakoś usprawiedliwione... Choć tak jak piszesz: malucha męczą takie zakupy i nie warto go po sklepach ciągać, o tyle czasem trzeba coś przymierzyć, żeby nie kupować w ciemno... Co nie zmienia faktu, że można zareagować inaczej...

      Ech, ja też wczoraj robiłam rachunek sumienia. I złapałam się na tym, że sama słyszałam podobne teksty i że samej zdarzyło mi się błędy rodziców powielać... To okropne jest, jak jakaś zaraza... Tym bardziej musimy się jako świadomi rodzice pilnować :P

      Dziękuję Ci za komentarz i rewizytę!
      Pozdrawiam ciepło! :)

      Usuń