piątek, 7 sierpnia 2015

Chwytaj radość!


Końcówka czerwca. Wracam zatłoczonym tramwajem do domu z pracy; zmęczona, ale szczęśliwa, czekająca na "tradycyjny" uścisk powitania okraszony wesołym: "Mamooo!".
Wysiadam z wagonu, widzę, jak w stronę otwartych drzwi biegnie mama z dwiema córkami; dziewczynki trzymają w rękach patyczki z balonami z "Maka", wiatr rozwiewa im włosy i próbuje porwać napompowaną tlenem kolorową gumę. "Nie!" - myślę sobie. "Nie może im tego zrobić!" Zgubiony balon, zatrzaśnięte drzwi, dwie dziecięce buźki przyklejone do tylnej szyby, rozżalone...
Na szczęście do tragedii (liczonej w uderzeniach serca dziecka) nie dochodzi, biegnąca trójka wskakuje po schodkach, maszynista trąbi i tramwaj odjeżdża; a ja przechodzę na drugą stronę torowiska.
Na szczycie schodów przystaję. Na jednym ze stopni tańcuje z wiatrem balon. Różowy balon z napisem "Chwytaj radość!"

Odwracam się jeszcze i sprawdzam; nie, dziewczynki pojechały, żadne dziecko nie rozgląda się po okolicy, nie słychać niczyjego jęku czy płaczu. Balon tańcuje, a ja - czując nagły przypływ odwagi i rozlewające się po moim ciele ciepło - kucam. "Nie dostaniesz go, wietrze. Teraz jest mój!"

"Mamo, mamooo!" - wita mnie kochany głosik, po chwili małe rączki owijają się wokół moich ud. Powitalny cmokas w główkę, radość z powrotów do domu.
"Patrz, co mam!" - mówię, ściągając balon z patyka, szybko przewiązując pętelkę i podrzucając różowy obłok w kierunku synka.

Niby nic, taki balon. A stał się atrakcją popołudnia, wieczoru, dnia kolejnego i jeszcze kilku innych. Podrzucany, klepany, obściskiwany (z największą zatwardziałością i uczuciem właśnie wtedy, gdy już nieco powietrza z niego uszło), tarmoszony... Kompan zabaw i powód do śmiechu, skakania dookoła stołu i wyciągania w górę rąk. Kto wyżej, kto szybciej, kto mocniej!

Dalej, mamo! Chwytaj radość!





 

#wakacyjnekadrydzieciństwa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz